FELIETON. "Ponoć w wigilijny wieczór różne stworzenia mówią ludzkim głosem, co i niektórym ludziom też by się przydało..." - pisze dziennikarz i publicysta Jacek Sowa.
Medialna przestrzeń, skoncentrowana na naszej ulubionej dyscyplinie - skokach narciarskich, wypełniła się ostatnio hejtem, skierowanym w osobę jednego z najlepszych skoczków wszechczasów, Kamila Stocha.Wróćmy jednak do Kamila Stocha. Ten zasłużony zawodnik postanowił godnie zakończyć karierę udziałem w Czterech Skoczniach i Igrzyskach Olimpijskich, na których to imprezach osiągał wspaniałe sukcesy. Jednak sportowiec, który podchodzi pod czterdziestkę, musi liczyć się z coraz większymi wyzwaniami, jakimi jest wiek i motoryka. Wiedzą coś na ten temat zarówno Robert Lewandowski jak i Tadeusz Błażusiak, którym kontuzje chwiały karierą i sensem dalszej sportowej walki.
Kamilowi w latach chwały panowie z sitkiem w ręku pili z dziubka, żebrząc o pamiątkowy długopis; dziś grillują sportowca za to, że nie wymyśla niestworzonych rzeczy, które można puścić w eter komercyjnych stacji i zarobić na dietę liczoną w euro. Stoch w wywiadach mówi to, co czuje, ale robi to z dużą kulturą i dystansem do siebie. I nie zawsze to, co jego upierdliwi interlokutorzy chcieliby usłyszeć...
Z premedytacją nie używam określenia "dziennikarze", bo na takie miano pracuje się latami. Goniący po wybiegach panowie (i panie także) czy gadające głowy w studiach, to w większości ludzie, którzy na takie określenie nie zasługują. Są to co najwyżej pracownicy mediów, często wygadani, ba, wyszczekani, szukający sensacji i drugiego dna.
"Bad news is good news" - to dewiza, która przyświeca większości komentatorów. Skoczek, mówiący o błędzie podczas lotu, nie jest w swej wypowiedzi atrakcyjny, pan "redaktor" wolałby pewnie usłyszeć, że Stochowi nad bulą wpadła do buzi mucha. Bo tak powiedziałby Piotrek Żyła...
Na przykładzie Kamila Stocha można się przekonać, jak daleko potrafi zabrnąć głupota i niekompetencja. Gdyby posadzić tych redaktorków na belce startowej Krokwi, pewnie na zeskoku ich obfajdany kombinezon nie przeszedłby kontroli technicznej. Dlatego Orle z Zębu, najwyżej położonej miejscowości w Polsce, patrz na to z góry i ciesz się krótką chwilą w swym góralskim domu, pewnie jeszcze nieraz fajnie polecisz nad bulą, zanim komentatorzy wraz ze swą głupotą nie odlecą za daleko...
P.S. Pozdrawiamy naszego prawdziwego dziennikarza, Stanisława Snopka!
Wesołych Świąt!
Jacek Sowa



