12.10.2021, 16:16 | czytano: 2556

Jacek Sowa: Podhalańskich kółek czar… Dolarowy bon-ton

arch. Autora
"Aż do lat sześćdziesiątych prywatne nabycie nowego, zwłaszcza zachodniego samochodu osobowego było praktycznie niemożliwe. Ale jak to nasi rodacy - radzono sobie z tym w różny sposób" - wspomina w kolejnym felietonie Jacek Sowa, pochodzący z Nowego Targu dziennikarz i publicysta.
Zacznijmy jednak od wydarzenia, które - o ile jest prawdziwe - obrosło już w Nowym Targu legendą. Tuż po wojnie pewien rozmiłowany w hokeju na lodzie obywatel miasta, urzędnik Jan Gawliński, miał sprzedać swoją dekawkę, aby za pozyskane pieniądze zamówić u miejscowego rymarza ochraniacze na wzór kanadyjski dla zawodników klubu „Podhale”.
Jednak później wszyscy już raczej samochody chcieli kupować, nawet stare. Jak i skąd – któż to wie? W latach pięćdziesiątych mój wujek Medard Brożek i jego dorastający synowie Janusz i Maciej, wozili nas po ulicy Krasińskiego Fiatem Topolino, pokracznym protoplastą naszego malucha. Pan Kazimierz Zubek (mąż czołowej narciarki alpejskiej Zofii Rajskiej!) jeździł kultowym czarnym Mercedesem 170, co na pewno nie uszło uwadze ówczesnych służb. Rozwijające się w mieście mimo wszystko rzemiosło i handel potrzebowało czterech kółek dla swych licznych rodzin i pewnej swobody poruszania. Motocykle już nie wystarczały, toteż w tej grupie społecznej zaczęły pojawiać się pierwsze samochody. Urzędnicy fiskusa sinieli ze złości na widok Opla Rekorda czy Kadetta dentystów: Henryka Junga czy Edwarda Jacewskiego, Triumpha Heralda Stefana Polaka, Simki Aronde pana Ujwarego, czy Volvo Amazon Jana Podkanowicza z Długiej. A już błękitny amerykański Ford Mustang Kazka „Klusy” z Kowańca przyprawiał ich do szału, przy których VW garbusy Kazimierza Dąbrowieckiego i Jana Zborowskiego to już był mały pikuś, na który nie zwracano uwagi w przypadku używanych warszaw i syren czy, demoludowej produkcji typu skoda, wartburg czy moskwicz. Mała jugosłowiańska Zastava Józefa Zawadzkiego trochę kłuła w oczy sąsiadów, ale koneksje kierownika kina „Tatry” sięgały daleko wyżej niż dachy dawnego osiedla Świerczewskiego (dziś Topolowe). Z kolei pilot Aeroklubu Tatrzańskiego trzymał w hangarze Mikrusa; ach, gdyby ten okaz dziś dopaść!

Potencjalnym nabywcom własnych, nowych czterech kółek z pomocą przyszła furtka w restrykcyjnych celnych obwarowaniach w postaci Banku PeKaO. W jego witrynie pod nazwą Pewex, oprócz amerykańskich dżinsów i papierosów, można było kupić także samochody. Oczywiście za dolary, jeśli takowe ktoś posiadał, albo otrzymał zza Wielkiej Wody od krewnych. Jeśli nie otrzymał, mógł kupić od „koników” wyemitowane bony dolarowe, służące ściąganiu dewiz z czarnego rynku. Jeśli porównamy urzędowy kurs dolara do pewexowskiego, włos jeży się na głowie, bo przebitka była prawie pięciokrotna! Ale chętnych nie brakowało, a w 1967 roku ruszyła produkcja polskiego Fiata125p.

Niewątpliwie pierwszym egzemplarzem w Nowym Targu był przydziałowy duży fiat inżyniera Jerzego Bieleckiego, długoletniego dyrektora Technikum Mechanicznego w Nowym Targu, opromienionego wojenną legendą ucieczki z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Jego grafitowe auto w pełni jeszcze na włoskich częściach miało niski, bo z pierwszej setki, numer fabryczny. W tamtym czasie pamiętam kilka dużych fiatów w Nowym Targu: Mieczysława Sięki z Placu Słowackiego (nr rej. KG 1600), Ludwika Huziora z Kilińskiego (KG 1978 i 00124 nr seryjny z Żerania), Jana Knurowskiego z Waksmundzkiej czy dr Jana Jurka z Brzozowej. Oczywiście, nie z samych fiatów Pewex żył, ale tą drogą oferowano jakieś niszowe marki, które gdzieś zagranicą były na wyprzedaży. Takim był Seat 850, którym jeździł Janusz Niemiec, czy NSU Prinz jego sąsiada z ulicy Orkana, Stanisława Klocka. Prinzem, którego potem Rosjanie zerżnęli na Zaporożca, jeździł także znany nowotarski „Inżynier Zdun”, Marian Tętnowski. Posiadaczami japońskich wynalazków z Pewexu byli także Jakub Huzior z jego Isuzu 1500 czy Ludwik Huzior jr z Daihatsu Charade – auta fajne, dopóki nowe, tylko gdzie to potem serwisować?

Odpowiedź na to była jedna: u Kostrzewy! Warsztat pana Andrzeja, zlokalizowany przy powstałym w 1962 roku Moto Service przy stacji CPN na końcu Szaflarskiej, był dla posiadaczy w miarę porządnych samochodów ostatnią ostoją w Nowym Targu.
Ale zarówno historia tego serwisu oraz postaci Andrzeja Kostrzewy i innych mistrzów mechaniki, związanych z Podhalem, to temat na co najmniej kilka, następnych opracowań.

Jacek Sowa
(cdn)

Po pół wieku pamięć może zawodzić, toteż proszę o wyrozumiałość i ew. uwagi i pomoc w snuciu wspomnień z historii podhalańskiej motoryzacji. Korespondencję można kierować na mój adres mailowy: jacek.sowa@mzpn.pl lub lukasz.worwa@worwa.pl
zobacz także
komentarze
Wapniak16.10.2021, 20:22
Do Iga: Zastanów się co piszesz, Wiktor czyli syn Stefana Polaka miał siedemnaście lat, więc skąd miał mieć w tamtym czasie to auto? Ojciec był właścicielem wytwórni kafli...
Adam15.10.2021, 23:10
Ja pamiętam jeżdżącego po Nowym Targu Moskwicza 412. Wyważał koła na Nadwodniej.
iga15.10.2021, 20:45
triumph Herald nie należał do Stefana Polaka tylko do jego syna Wiktora
Bolo13.10.2021, 18:27
Słyszałem, że pewien nauczyciel z Sokoła miał najpierw Jawę 350, później Skodę Oktavię, a następnie drugiego w Nowym Targu Fiata 125p
Długi13.10.2021, 14:42
Do Z Bu!ta: Co ty wiesz, co Jasiek musiał robić? Widać tak mu pasowało...
Z Buta13.10.2021, 09:18
Tym Volvem. JAŚKA z Długiej to wszyscy jeździli tylko nie On. Jan musial pracować
Wapniak12.10.2021, 21:43
Na Alejach był i Bank PeKaO i duży sklep Pewexu, gdzie kupowało się dżinsy, Marlboro i brandy za 2,20 (tzw. zemstę pacjenta!)
Jacek Sowa12.10.2021, 21:40
Jasne, tak było, każda uwaga jest cenna i przybliża realia tamtych czasów. Dzięki i proszę o jeszcze!
Daihatsu Charade12.10.2021, 20:11
Na Alejach tam gdzie był bank PKO nie było wtedy Pewexu, była tylko tablica w witrynie z cenami poszczególnych modeli samochodów czyli auto kupowało sie w banku nie w Pewex-ie.Tak to zapamiętalem z lat 80-tych.
Zobacz pełną wersję podhale24.pl