30.12.2018, 15:20 | czytano: 6263

Szli na ratunek. Marek Łabunowicz oraz Bartek Olszański zginęli 17 lat temu

zdj. TOPR
Dziś mija 17. rocznica tragicznego wypadku pod Szpiglasową Przełęczą. W lawinie, podczas działań ratowniczych zginęło dwóch ratowników TOPR: Marek Łabunowicz oraz Bartek Olszański. W grudniu 2001 roku Pod Szpiglasową Przełęczą zginęło też dwoje turystów.
Z kroniki TOPR wynika, iż 30 grudnia 2001 r. trójka turystów wyszła ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich w kierunku Szpiglasowej Przełęczy. Warunki tego dnia były trudne, padał śnieg, w Tatrach panował trzeci stopień zagrożenia lawinowego. Około południa turyści podcięli lawinę. Z masy śniegu jaka ich porwała udało się uciec jednej osobie, która pobiegła po pomoc. Wezwani ratownicy TOPR nie mogli dotrzeć na miejsce wypadku śmigłowcem. Jedna grupa dyżurująca w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów Polskich i druga z zakopiańskiej bazy. Ci drudzy pieszo szli od Wodogrzmotów Mickiewicza.
Pierwszego zasypanego turystę odkopano przed godziną 15.00. Drugiego - trzy kwadranse później. Żadnego z nich nie udało się uratować.

Około godziny 17.00, gdy grupa ratowników była już w drodze powrotnej - pękła kolejny raz pokrywa śnieżna. Lawina porwała całą grupę TOPR-owców. Kilku ratowników zdołało samodzielnie wydostać się spod śniegu, wyciągając innych. Najniżej ze zwałami śniegu spadli Marek Łabunowicz i Bartek Olszański. Zlokalizowano ich za pomocą detektorów lawinowych. Ich ciała znajdowały się 2 metry pod śniegiem. Próby reanimacji nie powiodły się. Żaden z nich nie przeżył.

Marek Łabunowicz i Bartek Olszański zostali pochowani na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem.

TOPR wspomina:
Marek Łabunowicz, nazywany przez przyjaciół Mają, miał 29 lat. W 1990 roku został kandydatem na ratownika, a w 1992 roku pełnoprawnym ratownikiem ochotnikiem. Uczestniczył w ponad czterdziestu wyprawach ratunkowych w Tatrach.

Przyjaciele i rodzina znali go nie tylko jako ratownika, ale także jako jednego z najlepszych na Podhalu muzykantów. Grał na wielu instrumentach, był członkiem Młodzieżowego Zespołu Góralskiego "Poloniarze" z Kościeliska. Udzielał w podhalańskich wsiach (oddziałach Związku Podhalan) darmowych lekcji gry. Występował z czołówką muzyków polskich. Pasjonował się nurkowaniem i spadochroniarstwem. Marek Łabunowicz pozostawił żonę oraz córkę, która wówczas miała 3 lata.

Bartek Olszański miał zaledwie 24 lata. Został ratownikiem w 1999 roku. Na koncie miał 50 akcji ratowniczych. Był człowiekiem wielu pasji. Studiował na dwóch kierunkach – w 2001 roku rozpoczął drugi rok polonistyki na UJ i trzeci rok leśnictwa na Akademii Rolniczej w Krakowie. Nurkował, bardzo dobrze wspinał się (przeszedł ok. 70 dróg taternickich w warunkach letnich i zimowych), pisał, malował, rysował, fotografował, zgłębiał zainteresowania z dziedziny filozofii…
Co roku w Tatrach odbywa się Memoriał Bartka Olszańskiego w klasycznej wspinaczce zimowej "dry-tooling", zainicjowany przez Martę Olszańską – mamę Bartka.

Marka wspominają rodzina i przyjaciele podczas dorocznego "Majowego Grania", które odbywa się w Kościelisku. Fundację "Majowe Granie" powołała do życia Małgorzata, żona Marka Łabunowicza. Najważniejszym celem fundacji jest kształtowanie młodego pokolenia i rozwijanie jego talentów w duchu regionalnych tradycji.

CZEŚĆ ICH PAMIĘCI

opr.s/
zobacz także
komentarze
Janusz31.12.2018, 08:51
Cześć ich pamięci cześć i chwała . Cóż można dać więcej drugiemu człowiekowi ONI dali najwięcej jak mogli własne życie !!!!
Maryna30.12.2018, 21:00
Byli chłopcy byli ale się minyli..... Ratują zagubione duszyczki tam na niebieskiej grani.
Ryszard30.12.2018, 16:55
Widać tam na górze też potrzeba ratowników, ech jakie to życie jest, tyle istnień mogli jeszcze uratować, tyle dobroci dać drugiemu.
Mirek30.12.2018, 16:22
Cześć i chwała ich pamięci.
Monika bez Stanika30.12.2018, 16:14
Hwała Bochaterom