21.08.2019, 11:46 | czytano: 2651

Akcja ratunkowa w Tatrach trwa nadal. "Szanse przeżycia minimalne"

Fot. Piotr Korczak
TATRY. Ratownikom nadal nie udało się dotrzeć do dwójki grotołazów uwięzionych w Jasiki Wielkiej Śnieżnej. Kolejną dobę poszerzają, za pomocą ładunków wybuchowych, prowadzące do nich przejście. Cały czas liczą, że odnajdą ich żywych, ale szanse na to są już niewielkie.
Podczas porannej konferencji prasowej naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Jan Krzysztof poinformował dziennikarzy o aktualnej sytuacji w jaskini. Wspomniał, że ostatni kontakt głosowy z poszukiwanymi był w sobotę wieczorem. - Było to charakterystyczne chrapanie osoby w stanie agonalnym. Tak to musimy fachowo nazwać. Dowiedziałem się, że jedna z tych osób poszukiwanych ma problem z chrapaniem. To utwierdza nas w pewności, że oni gdzieś w tym miejscu są. Oczywiście, w tej chwili każdy scenariusz jest jeszcze możliwy - mówił, pokazując dziennikarzom miejsce, do którego próbują dotrzeć ratownicy i liczą znaleźć w nim poszukiwane osoby.
Naczelnik mówił, że nawet jeśli ratownikom uda się dotrzeć do poszkodowanych i będzie można im pomóc, to ich transport, przy obecnym stanie korytarza, nie będzie możliwy. - Poszerzamy przejście tylko na tyle, by umożliwić przeczołganie się naszym ratownikom - zaznaczył.

Naczelnik jest zdania, że załamanie pogody i deszcz nie wpłyną negatywnie na przebieg akcji ratunkowej. - Musiały by być jakieś katastrofalne opady i nastąpić gwałtowny przypływ wody w jaskini, żeby to miało wpływ - powiedział.

- Szanse na przeżycie są minimalne. Oczywiście, niczego nie wykluczamy, ale szanse przeżycia osoby w takich warunkach, ryzyko wysokiej hipotermii jest absolutnie realne. Znamy takie przypadki i wiemy, ile tam można przetrwać - dodał.

Do jaskini położonej w Tatrach Zachodnich w rejonie Doliny Małej Łąki weszła szóstka grotołazów. Było to w sobotę 17 sierpnia. Czworo wyszło na powierzchnię, a dwoje utknęło w tzw. Przemkowych Partiach. Wąski korytarz zalała woda i odcięła im drogę powrotną.
W akcji ratunkowej, uznawanej za jedną z najtrudniejszych w historii w Tatrach, biorą udział ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, ratownicy górscy ze Słowacji, strażacy, speleolodzy i pirotechnicy.

r/
komentarze
kolarzyk21.08.2019, 13:14
w Tajlandii mieli o tyle łatwiej że było cieplej w tej jaskini...
Zobacz pełną wersję podhale24.pl