27.03.2022, 10:11 | czytano: 3886

Nowotarżanin w Karakorum. "Jako pierwszy zespół w historii podjęliśmy próbę wspinania na Trango Nameless Tower zimą" (zdj. i film)

zdj. Polski Himalaizm Sportowy/ FB
"Zakończyliśmy właśnie naszą wyprawe na Trango. Podczas tej akcji udało nam się pokonać połowę ściany. Każdy z nas dał z siebie wszystko, niestety pogoda pokrzyżowała nam dalsze plany" - relacjonuje Michał Król.
Janusz Gołąb, Michał Król i Maciej Kimel zakończyli wyprawę na Trango Nameless Tower. Obecnie są w Islamabadzie.

"Ostatecznie podjęliśmy bardzo ważną decyzję, która nie była łatwą decyzją. Zdecydowaliśmy o wycofaniu się ze ściany zanim przyjdzie załamanie. Ciężko było zjeżdżać w dół kiedy nad naszymi głowami otwierały się wspaniałe formacje, rysy, zacięcia, aż na sam szczyt...to była słuszna i odpowiedzialna decyzja, której nie żałujemy" - podsumowuje nowotarżanin w mediach społecznościowych.



Na stronie Polskiego Himalaizmu Sportowego znajdziemy pełniejszą relację.

"Wyprawa na skalną iglicę Trango od samego początku napotkała sporo problemów. Po przylocie do Islamabadu pierwsze schody – nieoczekiwanie do wyprawy dołączono oficera łącznikowego, dodatkowa procedura wydłużyła znacznie dotarcie do base campu. W bazie na lodowcu Baltoro wyprawa melduje się dopiero ósmego dnia po przylocie, by po jednodniowym odpoczynku rozpocząć zakładanie ABC. Kolejne trzy dni trwa zaopatrywanie ABC, do którego trzeba podejść 900 metrów w pionie, w narażonym na lawiny terenie. Pierwsze przejście zajmuje ponad 4 godziny, każdy z plecaków waży prawie 20 kilogramów.


Po czterech rundach transportowych Michał, Maciek i Janusz zaopatrzyli bazę wysuniętą na akcję górską, po czym 9 marca rozpoczynają wspinaczkę. Przypomnijmy – ich celem jest pierwsze zimowe powtórzenie drogi wytyczonej przez Brytyjczyków na Trango Nameless Tower w Karakorum – British Route (VI 5.10 A2, 1100m).
Początkowo wspinają się wolno, co wynika z faktu, że w dolnej rampie napotykają bardzo słabe warunki śniegowe. Cukrowata pokrywa na płytach czyni wspinaczkę niebezpieczną i trudną. Pomimo napotkanych trudności po trzech dniach zespół melduje się na polu śnieżnym, gdzie znajduje się miejsce biwakowe. Następnie droga prowadzi systemem kominów w zachwycającej jakością i formą skale. Trudności zespół wycenia do M7 i wykorzystując dwa dni dobrej pogody, pokonuje do 4 wyciągów dziennie. Niestety w kolejne dni pogoda pogarsza się, spowalniając wspinanie, aż w końcu opad śniegu i wiatr blokują zespół w portaledge’u. Dalsze postępy zatrzymują pyłówki schodzące kominami, którymi prowadzi droga.

Prognozy pogody nie nastrajały optymistycznie, a wraz z ilością śniegu w ścianie zwiększało się niebezpieczeństwo lawin przechodzących przez żleb podejściowy. 16 marca po 8 dniach w ścianie i osiągnięciu wysokości 5750m, członkowie zespołu podejmują decyzję o odwrocie. Po kilkugodzinnych zjazdach i zostawieniu połowy sprzętu w żlebie podejściowym o godzinie 21 zespół dociera do bazy. Po dniu odpoczynku, udało się ewakuować resztę sprzętu, nim nadeszło sześciodniowe załamanie pogody. 22 marca do bazy dociera karawana i rozpoczyna się dwudniowe zejście.
Wspinacze pragną serdecznie podziękować wszystkim, którzy pokładali nadzieję w sukces wyprawy i trzymali mocno kciuki. Gorące pozdrowienia oraz dozgonne podziękowania dla sponsorów, bez których niemożliwym byłoby zorganizowanie tej wyprawy.


Jak piszą wspinacze: “Podjęliśmy słuszną decyzję, pod którą podpisujemy się dwoma rękami. Pomimo braku sukcesu nie czujemy się przegrani. Jako pierwszy zespół w historii podjęliśmy próbę wspinania na Trango Nameless Tower zimą. Mimo iż tym razem się nie udało, nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa…”


s/
Może Cię zainteresować
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl