09.10.2022, 10:24 | czytano: 1710

Jacek Sowa: Z loży kibica - Sport szyty na miarę

Jacek Sowa
FELIETON. "Tak krawiec kraje, jak materii staje – stara to zasada, nie zawsze jednak przestrzegana przez możnych tego świata, dziś jednak chcę odnieść ją do świata sportu, konkretnie sportu nowotarskiego.
Pół wieku temu przez okrągły rok zamieniałem się w dziennikarski omnibus, bo bez przerwy było tu o czym pisać. Gdy spadł pierwszy śnieg ożywał Kowaniec i Długa Polana, skąd wyruszali po swoje tytuły narciarze – Jaga Guzik i skoczkowie: Kłaput, Klimowski czy bracia Huziorowie. Na Kole trenowała czasem krajowa czołówka łyżwiarzy, a z nią Iskrzycki, czy Świst. W hali przy Alei Tysiąclecia rozgrzewała widownię drugoligowa siatkówka: męskie „Gorce” czy żeńska „Grań”. Z wiosną na stadion koło dworca PKP wychodzili piłkarze Korczyka, czasem prosto z pracy w kombinacie, czy piekarni. Zaraz po lekkoatletach, o których było słychać na mistrzostwach Polski: Różanski, Mirek, Sobkowski, Hajnos, Bryniczkówna. W lecie nad miastem warczały samoloty ciągnące szybowce, na których Józefczak, Tarczoń czy bracia Świstowie bili swoje rekordy, a Centrum Spadochronowe Świerczka gościło najlepszych skoczków w kraju. Dziś gości tam głównie ekipa, z której miasto praktycznie nic nie ma. O kolarskich wyścigach, czy rajdach motocyklowych nie zapominając, dodając jeszcze najsłynniejszy spływ kajakowy w dniu Bożego Ciała. A przez cały rok sportowym tematem numer 1 był hokej i niepokonane przez dekady Szarotki! A pod koniec wieku Ewa Pawlikowska wykręcała kończyny wszystkim rywalkom na azjatyckich matach!
Jakże dumni byliśmy z naszych sportowców, naszych, góralskich. Pierwszym nienowotarskim był bramkarz hokejowy, Władek Pabisz, ale też góral, tyle że krynicki. Ale potem to już tylko my eksportowaliśmy graczy wszędzie, gdzie się dało, albo dać się musiało. Aż do sportu zawitał kapitalizm, wtedy skończyły się fabryczne etaty i nie było Orlenu, bo Obajtek wtedy jeszcze grał w kulki z nauczycielami na nowotarskim Kokoszkowie. I praktycznie skończył się kwalifikowany sport w stolicy Podhala.

Długo by nad tym się rozwodzić, gdyż w każdej dyscyplinie, uprawianej w naszym mieście notujemy regres, od ping ponga przez unihokej, siatkówkę, koszykówkę aż po hokej niestety! To, co obserwujemy na wciąż rewitalizowanym lodowisku, jest naszym wyrzutem sumienia i policzkiem dla dawnych gigantów tafli, których galeria wieńczy koronę hali lodowej.

Płacąc uczciwie za bilet, zapowiedziałem kolegom, że będę opuszczał mecz po każdej piątej, straconej przez „Szarotki” bramce. Niestety, drugi raz musiałem dotrzymać słowa nie obejrzawszy trzeciej tercji, i to na oczach burmistrza, stojącego jeden rządek wyżej. Gospodarzu Miasta – chwała za kibicowską wolę, ale mrzonki o nowej hali trzeba odpuścić; dla trzystu osób na meczu ekstra ligowym nie warto topić paruset baniek, bo w weekendowe popołudnie jakoś pusto tam na tej starej hali. A gospodarzom klubu radziłbym pochylić się przy transferach; jeśli trzeba kupić paru obcokrajowców, to trzech naprawdę dobrych niż dziesięciu przeciętnych. A najlepiej ściągnąć za te pieniądze paru naszych reprezentantów; Krystian miałby bliżej do domu. Rozdmuchany sponsor energetyczny to papierek papierowy balonik naszych czasów; przerost formy nad treścią, a raczej jej wartością.

I tak naprawdę tylko stara, zdarta do wentyla futbolówka, jakoś jeszcze się trzyma. Na stadionie przy stacji ruch na murawie od rana do wieczora, młodzież kopie piłkę aż miło. A w co drugą sobotę mecz. Trzecia to liga co prawda i widzów na meczu półtorej setki, ale obcokrajowców nima i cieszymy się, jak wyjdzie na boisko nasz wychowanek, albo nawet który z Zakopanego czy Waksmunda. I cieszymy się, jak strzelą gola albo wygrają mecz, bo ostatnio trochę im nie szło. I schodzą chłopaki do szatni żegnani oklaskami, a prezes WW westchnie ukontentowany: - Nareszcie!
I nie jest tak przykro, jak w hali lodowej. gdy po ostatnim gwizdku najstarsi kibice też wzdychają: - Nareszcie koniec tej mordęgi na dziś! Bo „Szarotki” już na lodzie nie kwitną, męczą się okropnie, ustępując rywalom szybkością, techniką i pomysłem na grę, we wszystkim. Ekstraligowe kostiumy nowotarskich hokeistów są chyba za duże. Ale to nie tylko wina zawodników…

Jacek Sowa
Może Cię zainteresować
zobacz także
komentarze
mn10.10.2022, 09:27
Do Opop:
Jeśli mnie pamięć nie myli to poprzedni zarząd nie został odsunięty tylko sam złożył dymisje.
Joanna10.10.2022, 00:23
Czytam, uśmiecham się, dziękuję Autorowi
Jacek Sowa09.10.2022, 16:01
Do Opop: Szanowny Panie, właśnie doceniam to, co było i oceniam stan faktyczny sportowej strony naszego Miasta, bez wdawania się w polityczną bijatykę. A stan określa poziom gry, pozycja w tabeli i liczba widzów na trybunach!
Opop09.10.2022, 15:21
Czytam Pana felieton regularnie. Mam pytanie w zeszłym roku była drużyna złożona z wychowanków. W zarządzie byli ludzie angażujący swoj czas i pieniądze. Oni organizowali przerośniętego sponsora jak Pan to nazywa i innych. Oni wyciągnęli klub z długów. Nagle zostali odsunięci i do rządzenia wzięli się inni. Pomijam role miasta w tym satyrycznym przejęciu klubu hokejowe ale mam pytanie gdzie Pan był wtedy. Dlaczego Pan nie pisał ze ci ludzie maja plan, korzystają z wychowanków, spłacają wieloletnie długi. Najłatwiej jest stać z boku i krytykować nie doceniając tego co było. W sumie uprawia Pan w zakresie sportu grafomanię i tyle.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl