21.11.2023, 10:22 | czytano: 5044

"Podhalańskich kółek czar" - niezwykły album i niezwykła promocja na czerwonej kanapie (zdjęcia)

Fot. Szymon Pyzowski
„Podhalańskich kółek czar” to książka niezwykła i równie niezwykła była w sobotę jej promocja. W nowotarskiej restauracji „Ruczaj” do rozmów z autorami zasiadło kilkadziesiąt osób - przedstawicieli kilku pokoleń ludzi, których losy na kartach albumu Jacka Sowy i Łukasza Worwy połączył wspólny mianownik - motoryzacja.
Pomysł napisania historii motoryzacji na Podhalu od dawna chodził po głowie Łukasza Worwy - pasjonata, który tą dziedziną interesował się od najmłodszych lat, przebywając najczęściej w będącym rodzinnym biznesem Worwów warsztacie samochodowym. Ostateczną inspiracją powstania książki była właśnie 60. rocznica powstania słynnej nowotarskiej stacji CPN u zbiegu ulic Szaflarskiej i dawnej Krakowskiej, której tradycje kontynuuje firma Moto Service Adam Worwa, przez Łukasza prowadzona. Obiekt przeszedł w mieście do legendy, podobnie jak ludzie, którzy przez niego się przewijali. I właśnie wielu z nich zasiadło w sobotę do rozmów z autorami publikacji, pełnej wspomnień i zdjęć. Te ostatnie pochodzą z prywatnych zbiorów autorów, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Muzeum Podhalańskiego i Tatrzańskiego i - oczywiście - z prywatnych archiwów samych bohaterów książki.
Temat wymyślony przez Łukasza Worwę podjął związany z Podhalem dziennikarz i publicysta, również poeta, Jacek Sowa, wieloletni rzecznik prasowy Mazowieckiego i Polskiego Związku Piłki Nożnej, autor książek i felietonów o tematyce sportowej i motoryzacyjnej, który tak się w niego zaangażował, że z Warszawy, po 20 latach, na stałe wrócił do rodzinnego Nowego Targu.

- Na początku 21 wieku, kiedy już okrzepłem trochę w trudach życia, postanowiłem coś napisać i wydać. Pierwszą moją pozycją była autobiograficzna książka o moich przeżyciach z czasów służby w szkole oficerskiej. Potem byłem kilka razy w Nowym Targu, pojawiły się wiersze. Później ruszyłem w świat, pojawiły się publikacje o podróżach po Ameryce, i tak dalej… Różne były tematy, ale tu siedzi „winowajca” ostatniego - opowiadał Jacek Sowa, wskazując na Łukasza Worwę. - Kiedy na Podhale 24 przeczytałem jego apel o wspomnienia, związane z motoryzacją, od razu złapałem za pióro. Jeden felieton, drugi, piąty, ósmy… W końcu spotkaliśmy się tutaj, w „Ruczaju”, 20 miesięcy temu. I wtedy zrodził się pomysł napisania książki. Decyzja zapadła.

Po krótkim wstępie przyszła już pora na gości, bo - jak podkreślał Sowa - rola autorów - zarówno podczas pisania książki, jak i jej promocji - sprowadza się do roli kierowców wehikułu, którym pojadą pasażerowie. - To oni są najważniejszą częścią naszego zamierzenia, naszego projektu, dlatego im chcemy przede wszystkim oddać głos - mówił, zapraszając po kolei na czerwoną kanapę kilkadziesiąt osób.

Jako pierwszy zasiadł na niej Karol Rudolphi, który w latach 60 i 70., kiedy to na jeden samochód przypadało 25 mieszkańców Nowego Targu, więc najważniejszy był transport publiczny, pracował jako kierowca PKS-u. Dworzec mieścił się wówczas na Rynku, a Rudolphi woził najpierw pasażerów starym lublinem z drewnianą kabiną, później jelczami, sanosami.

Zaraz po nim na scenę zaproszono Aleksandra Topę, który w PKS-ie pracował od 1954 roku, tyle, że w jego części towarowej i pamięta jeszcze używane chevrolety z demobilu, a potem Andrzeja Mrugacza - ostatniego dyrektora nowotarskiego PKS, który w firmie pracował od 1972 roku.

Przy okazji tych wspomnień nie zabrakło i wyrazów tęsknoty za upadłym w 2013 roku PKS-em, po którym pozostały ruiny hali, gdzie kiedyś występowało nawet „Mazowsze” - innego miejsca na taki koncert w Nowym Targu nie było.
Kolejnymi gośćmi byli Józef Zięba i Jan Topa - najstarsi nowotarscy taksówkarze, których pierwsze samochody zastąpiły pięć jeżdżących po mieście dorożek konnych, następnie Jan Ziemka, wnuk pana Mielniczka, przedsiębiorcy nowotarskiego i jednego z pierwszych, który posiadał własny samochód - starą, zdezelowaną skodę. Za jej liczne mankamenty właściciel non stop karany był mandatami.

Trudno wymienić wszystkich gości, zaproszonych na czerwoną kanapę, na pewno jednak nie wolno pominąć Antoniny Żółtek, czyli słynnej „pani Tosi”, która prowadziła kawiarenkę przy wybudowanej w latach 60. na skrzyżowaniu dawnej Krakowskiej i Szaflarskiej stacji CPN. Wcześniej była tylko na Rynku jedna stacja z ręczną pompą, o przedwojennych korzeniach, której właścicielem był prezes Kongregacji Kupieckiej w Nowym Targu, Zapiórkowski. Pani Tosia - z prawdziwą werwą i wzbudzając burze oklasków - opowiadała o czasach, kiedy „od zapachu benzyny bolała głowa i jeść się chciało”, więc swoich pracowników karmiła kupionymi po drodze do pracy bułkami. A i niejednego kielicha na stacji wychylono. - Ale nie było mowy o tym, by kieliszek wódki dostał ktoś, kto był na dyżurze - podkreślała. - Kto ma nockę? Jak podniósł rękę, to musiał spieprzać…

Wspomnienia i opowieści trwały dwie godziny. Było o słynnych nowotarskich mechanikach - Wiesławie Korczaku, o którym opowiadały jego dzieci, o Janie Łapsie, Janie Ripperze, na kanapie zasiadł także Mariusz Szewczyk - zwycięzca w ogólnopolskim konkursie na mechanika roku.
Nie zabrakło opowieści o motocyklistach, jak Mieczysław Błoniarz i wspomnień samych motocyklistów - Marka Kowalczyka i Bogusława Sięki, a także znanego miłośnika quadów Oskara Pieprzaka, był też ukłon w stronę rowerów – o swojej pasji opowiadała i do rowerowych przygód zachęcała Anita Sięka.

Oczywiście sporo czasu poświęcono Tadeuszowi Błażusiakowi, którego Jacek Sowa uważa za sportowca równego Idze Świątek i Robertowi Lewandowskiemu.

- Dzieli nas pokolenie, ale łączy umiłowanie do motoryzacji - mówił o sobie i Łukaszu Worwie na zakończenie dwugodzinnego spotkania Jacek Sowa. - Ten album to przede wszystkim dedykacja dla ludzi, którzy tworzą naszą historię i naszą codzienność.

- Kosztował nas dwa lata pracy, wielkie też były koszty jego wydania - dodawał, dziękując następnie sponsorom i patronom publikacji.

Z kolei Łukasz Worwa mówił o wyzwaniach, jakie czekają motoryzację, o nadchodzącym dla niej czasie przełomowym, związanym z elektromobilnością, dziękował też zgromadzonym na spotkaniu pracownikom firmy.
Promocja albumu zbiegła się w czasie z 14. urodzinami Fundacji im. Adama Worwy. Były kwiaty i podziękowania dla Czesławy Worwy - jej założycielki - od Joli Łapsy i Łukasza, w „Ruczaju” stanęła skarbonka na datki dla jej podopiecznych. Do niej trafiły również pieniądze za zakupione podczas promocji albumy, podarowane na ten cel przez autorów.

p/

"Podhalańskich kółek czar" można nabyć w biurze stacji kontroli pojazdów przy ul. Szaflarskiej 152, w warsztacie przy ul. Szaflarskiej 154 oraz w sklepie motoryzacyjnym w tym samym budynku co warsztat. Album jest również do kupienia w Restauracji Ruczaj, ul. Ludźmierska 32
Może Cię zainteresować
zobacz także
komentarze
Szymon23.11.2023, 11:24
Szkoda że osoby zaproszone nie zbyt wiele mają wspólnego z motoryzacja (nie wszystkie). Sam fakt obecności dr.Lapsy osoby która z motoryzacja ma tyle wspólnego co z hokejem potwierdza ten fakt i jego zdjęcie jak przesiedział większość czasu bawiąc się telefonem.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl