04.06.2018, 16:55 | czytano: 656

Oskar Kaczmarczyk podsumowuje Erzberg Rodeo. „Nie tak to miało wyglądać”

Tylko 23 zawodnikom z 500 osobowej stawki Red Bull Hare Scramble udało się zarejestrować na mecie tego jednego z najtrudniejszych wyścigów Hard Enduro na świecie, wchodzącego obecnie w skład nowej serii wyścigowej WESS. Po raz czwarty w karierze wyzwanie podjął Oskar Kaczmarczyk, który rok temu został sklasyfikowany na 29 miejscu.
W tym roku Nowotarżanin wykręcił świetny wynik w prologu, jednak w finale borykał się ze sporymi problemami technicznymi, co znacznie pokrzyżowało jego plany na pokonanie Żelaznego Giganta. Finalnie Oskar został sklasyfikowany na 73 lokacie i jak sam mówi: „Nie tak to miało wyglądać”.
Udział w imprezie rozpoczął się dla naszego rodaka bardzo pomyślnie. Startujący w tym roku na motocyklu KTM 300 EXC TPI rider z Nowego Targu wykręcił świetną czasówkę, która dała mu 59 miejsce w gronie 1543 zawodników. Wynik ten oznaczał dla Oskara start w finale z dogodnej pozycji w drugim z dziesięciu rzędów.

Niedzielny start poprzedzony został aż 2-godzinnym oczekiwaniem zawodników na linii startu. Ten stan rzeczy w połączeniu z temperaturą na poziomie 30’C dał się we znaki wszystkim startującym i jeszcze przez startem wypompował z nich sporo energii. W momencie opuszczenia flagi, Kaczmarczyk zaliczył doskonały start i przy pierwszym nawrocie był pierwszy. Zbyt szerokie wyjcie z zakrętu przesunęło go w kwalifikacji na czwartą lokatę, jednak na bardziej technicznych sekcjach Oskar wykorzystał błędy rywali i piął się w górę.

Niestety po około 1,30h wyścigu jego gonitwa za stawką została brutalnie powstrzyma przez kawałek skały, która na podjedźcie wyleciała spod koła innego ridera i trafiła w przewód hamulcowy motocykla Oskara. W efekcie Kaczmarczyk stracił przedni hamulec, co pociągło za sobą kolejne komplikacje. Na stromym zjeździe przed słynną Stołówką Carla, zdany jedynie na tylny hamulec Oskar zaliczył poważny upadek. Skrzywiona tylna tarcza i uszkodzony amortyzator nie zabiły jednak ducha walki 21-latka z Podhala. Mimo tylu uszkodzeń zdołał on przejechać jeszcze znaczną część tej uznawanej za najtrudniejszą z sekcji Red Bull Hare Scramble. Czekające jednak dalej strome zjazdy i brak obu hamulców niemożliwy mu dalszą jazdę, która była po prostu nierealna.

Czuję ogromną złość i rozgoryczenie, bo to była impreza, na którą czekałem i do której przygotowania włożyłem mnóstwo wysiłku. Nie tak to miało wyglądać. Miałem jeszcze sporo sił, ogromną motywację i podobnie jak rok temu radziłem sobie z próbami, które na nas czekały. Niestety tu nie wszystko można przewidzieć, zapobiec i trzeba się z tym pogodzić. Czasami trzeba trochę szczęścia. Tym razem go zabrakło. Tegoroczne uszkodzenia niestety przerwały moją walkę z Żelaznym Gigantem. Cóż, życie toczy się dalej. Wrócę za rok – na pewno! A póki co przygotowuję się do kolejnego wyzwania, jakim będą krajowe zawody Beskid Hero Hard Enduro. Prolog już w piątek – skomentował Kaczmarczyk.
Tegoroczną rywalizację w austriackim Eisenerz wygrał Graham Jarvis. 43-letni Brytyjczyk był w doskonałej dyspozycji i bardzo równą jazdą zapewnił sobie 4 erzbergowe trofeum w karierze. Drugi był Jonny Walker, a trzeci Manuel Lettenbichler. Najwyżej sklasyfikowanym Polakiem w imprezie był nie kto inny jak Tadeusz Błażusiak, który zajął 8 lokatę. Kolejny przystanek serii WESS już 8 czerwca we Francji - Trefle Lozerien AMV.


Materiały prasowe
komentarze
crossowiec12.06.2018, 21:17
wiecznie coś tylko nie on
a na bieskid hero spad mu lancuch