25.10.2022, 21:35 | czytano: 5303

Jacek Sowa: Podhalańskich kółek czar. Rdza, co piszczy w trawie

FELIETON. "Zdjęcie tytułowe jest nieco prowokacyjne, gdyż pochodzi z cmentarzyska starych aut w Niemczech. Wraz z Łukaszem Worwą natrafiliśmy na zardzewiałe relikty motoryzacyjnej przeszłości zupełnie blisko, w granicach Nowego Targu" - pisze Jacek Sowa, nowotarski dziennikarz i publicysta.
Pan Zbigniew, niegdyś dostawca sprzętu medycznego, jest kolekcjonerem artefaktów z różnych dziedzin; kilkadziesiąt starych lamp, urządzeń gospodarstwa domowego, maszyn i pojazdów z konną kolaską włącznie. Jednak przedmiotem naszego zainteresowania były stare auta, których kilka już tylko rdzewieje w garażu i na przydomowej łące u osiemdziesięciotrzyletniego pasjonata, któremu zdrowie przeszkodziło w zrealizowaniu swoich marzeń.
Przywalone rupieciami i zapasem drewna na zimę w ciasnej hali drzemią zardzewiałe, ale ponoć kompletne zabytki europejskiej motoryzacji. Najdalej wielki Renault Juvaquatre z lat 40-tych z pokaźnym kufrem z tyłu; kiedyś jeździł podobnym Stanisław Beńko na taksówce z numerem 5!

Renault z lat 40-tych

Za nim drzemie zakurzony kompakt brytyjskiej fabryki Forda z lat pięćdziesiątych, model Anglia z kierownicą oczywiście po prawej stronie.

Zdj. ilustracyjne - Ford Anglia z lat 50-tych

Tuż za bramą garażową pod kolekcją żyrandoli prawdziwa perełka – przedwojenna DKW Meisterklasse z drewnianą zabudową z tyłu, która kiedyś służyła w piekarni do przewozu pieczywa.

Zdj. ilustracyjne: DKW Meisterklasse

Na przydomowej łące pana Zbigniewa rdza piszczy wewnątrz karoserii powojennych produkcji. Austinem, którego markę można rozpoznać tylko po wyblakłym emblemacie na masce, jeździł kiedyś pewien polski ambasador z Londynu, któremu na potrzeby krajowe zainstalowano kierownicę po „właściwej”, lewej stronie.

Pozostałe auta to zabytki socrealistycznej koncepcji motoryzacyjnej. Niemal zupełnie niewidoczny w pożółkłej jesiennej trawie schował się nasz Mikrus z Mielca z roku 1960; podobnym jeździł kiedyś Janusz Ruge, pilot z pobliskiego Aeroklubu Tatrzańskiego.

Mikrus z Mielca

Niemal w tym samym czasie wyprodukowana została limuzynka radzieckich dygnitarzy, Moskwicz 403, który to egzemplarz z całej stajni prezentuje się bodaj najlepiej.
Moskwicz prezentuje się najlepiej

W tym towarzystwie najmłodszy jest enerdowski produkt z lat dziewięćdziesiątych, Trabant z silnikiem 1,1 Polo, na którym widnieją białe już tablice z rejestracją zakopiańską.

Najmłodszy z kolekcji Trabant

Pan Zbigniew zapewnia, że wszystkie eksponaty, choć w większości zdemontowane, są kompletne i zdatne do rewitalizacji, gdyby trafił się ktoś, kto się na tym zna. Póki co, trzeba mu pomóc te auta przykryć plandekami przed zimą; sam już niestety nie da rady, nie to zdrowie…

Pan Zbigniew sam już nie da rady

Gdyby znalazł się ktoś, kto przywróci choćby trochę dawnego blasku tej części podhalańskiej historii motoryzacji, niech kontaktuje się mailowo: lukasz.worwa@worwa.com

Jacek Sowa
Może Cię zainteresować
zobacz także
komentarze
Joanna27.10.2022, 20:31
Oby nie podzieliły losu lamp naftowych :)
Ormowiec26.10.2022, 06:16
Plandeki to najlepszy pomysł by jeszcze bardziej te auta zgniły.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl