11.02.2023, 14:09 | czytano: 3983

Jacek Sowa: Podhalańskich kółek czar. Manufaktura pasjonatów

"Trzydzieści pięć lat temu, w skromnym zakopiańskim garażu Krzysztofa Stokłosy, powstała legendarna już dziś Małopolska Manufaktura Automobilowa; warsztat, który przywraca drugie życie zabytkowym pojazdom" - pisze w kolejnym odcinku cyklu "Podhalańskich kółek czar" - Jacek Sowa.
Krzysztof Stokłosa pochodzi z Chabówki z kolejarskiej rodziny; od dziecka miał kontakt z motoryzacją. W domu zawsze był jakiś motor, rowery, nic też dziwnego, że swoją edukację skierował w tym kierunku. Dobrze trafił, bo do nowotarskiego Technikum Mechanicznego, z którego wyniósł jak najlepsze wspomnienia; nazwiska takie jak Bielecki, Figlowa, Kępa czy Kruk budzą w nim nostalgiczne obrazy. Tamte piękne lata zakłócił stan wojenny, kiedy młody absolwent został wcielony do wojska, gdzie rzucano go w najgorsze rejony kraju: Lublin (tam był świadkiem pacyfikacji kolejarzy przez ZOMO) Skarżysko, Elbląg…
Gdy zrzucił kamasze, wylądował w Zakopanem, wujek miał warsztat ślusarski, a w nim zawsze przywracane do życia jakieś stare auto. Lubił spędzać tam popołudnia, jednak pracę zawodową znalazł w …serwisie Unitry, po czym trafił do zakopiańskiego Polmozbytu. Trafił dobrze, bo pod rękę Jana Rybki, cenionego fachowca, który nie mógł opędzić się od klientów, także po pracy. Nabyte kwalifikacje przydały się już na własnym; w 1988 roku otworzył swój warsztat…

Jego pierwszym własnym samochodem był dobrze już zaawansowany wiekiem Fiat 125p, który kosztował go równy milion złotych; więcej niż nowy na prominentny talon. Ale niebawem i jego „kanciak” wyglądał jak nowy. Znajomi polecali go sobie, jako doktora od motoryzacyjnych staroci, toteż w warsztacie Stokłosy ciągle stały zdezelowane Syreny czy Trabanty.

Pan Krzysztof postanowił skończyć z siermiężnymi demoludami i zabrał się za renowację czegoś bardziej ciekawszego. I tak trafił się jego pierwszy oldtimer, Mercedes 170 BV, którego właściciel, zamożny przedsiębiorca z Krakowa, zapragnął mieć unikalne cacko.

Mercedes 170 BV

Prace przy tym samochodzie trwały dwa lata, taki jest do dziś zresztą czas renowacji starych samochodów, najważniejsze, że klient był zadowolony. Fama poszła w świat i Krzysztof w swoim środowisku stał się bardziej popularny niż „Metro” jego kuzyna, kompozytora Janusza Stokłosy.

Rzecz jasna, że przywracanie świetności motoryzacyjnym zabytkom wymaga wiedzy, doświadczenia i wielu rąk do pracy. Majster Stokłosa współpracuje więc z wieloma kooperantami od samochodowych mechanizmów, elektryki czy tapicerki. Jednak podstawowe prace, na ile to możliwe, wykonuje we własnym zakresie. Nie przyjmuje też do roboty aut z przełomu wieków. Za dużo w nich elektroniki. Jak twierdzi, te samochody już nie mają duszy. I tak to leci…

Najstarszym pojazdem, zrewitalizowanym u właściciela garażu na Chycowym Potoku, był Austro Daimler z 1925 roku, ale pod tym adresem przewinęły się niemal wszystkie marki świata.

Austro Daimler z 1925 roku

Wiele z nich już nie istnieje, jak choćby czy Wanderer 25K z kompresorem rocznik 1937u (protoplasta marki Audi), czy unikalny Nash z 1925 roku, dzieło inżyniera, wywodzącego się z amerykańskiego General Motors.

Nash z 1925 roku

Były dziesiątki aut spod znaku BMW, Mercedesa czy Porsche, były amerykańskie krążowniki, były też rzadko spotykane motoryzacyjne perełki, a których pan Krzysztof opowiada z rozrzewnieniem.


Samochody odrestaurowane w Manufakturze Stokłosy

Do jego warsztatu kiedyś trafił nieco pokraczny, kubełkowaty przedwojenny Fiat 519, którego właściciel postanowił odnowić z największym pietyzmem. Dopiero później okazało się, dlaczego… Pod maska niepozornego kabrioletu mieścił się, niespotykany w fabrycznej produkcji, ogromnej mocy silnik, wykonany z …aluminium. Motory te zastosowano we włoskich …samolotach, a rzeczony model samochodu został wyprodukowany tylko w trzech egzemplarzach! Stokłosa zrobił, co należało i wziął swoje pieniądze a właściciel odrestaurowanego cacka sprzedał go do Emiratów Arabskich za okrągły milion dolarów.

Unikalny kabriolet Fiata

W 2020 roku liczba odrestaurowanych w Manufakturze pojazdów osiągnęła setkę, która wypadła na upatrzony przez Stokłosę egzemplarz Forda Mustanga z 1964 roku; zatrzymał go dla siebie, gdyż auto jest jego rówieśnikiem.

Ford Mustang – rówieśnik właściciela

Właściciel Małopolskiej Manufaktury Automobilowej jest zarazem prezesem Tatrzańskiego Klubu Motoryzacyjnego, instytucji organizującej wielu ciekawych imprez i zlotów. Członkowie tego klubu mają wiele pomysłów i planów na przyszłość, z rozrzewnieniem wspominając lata rozkwitu stowarzyszenia w latach 2006 – 2014 za czasów kadencji ówczesnego burmistrza Zakopanego, Janusza Majchra.

Dzisiejsza rzeczywistość to jednak siedziba klubu w prywatnej klitce przy Chycowym Potoku i warsztat, perfekcyjny jak wnętrze kultowego Mercedesa.

Wnętrze kultowego Mercedesa

To bezskuteczne zabieganie o przychylność magistratu, dla uwzględnienia statutowych potrzeb stowarzyszenia. Stowarzyszenie tak działające, w każdym turystycznym mieście byłoby perłą w jego koronie. No cóż, taki też bywa podhalańskich kółek czar…

Autor i Krzysztof Stokłosa

Jacek Sowa
Może Cię zainteresować
zobacz także
komentarze
196015.02.2023, 22:31
Fantastyczna seria opowieści pokazana z pasją,czytam wszystkie odcinki z rozrzewnieniem,jako ceper,który w 86 roku ożenił się z mieszkanką Podhala.Od 2002 roku z całą rodziną mieszkamy tu już na stałe.Zanim poznałem przyszłą żonę często jeżdziłem w te strony i do dziś wspominam historię,jak nieodżałowany Adam Worwa w błyskawicznym tempie w latach 80 naprawił moją Nysę towos,którą utknąłem w Rabce w drodze na Podhale i umożliwił spokojny powrót w trudnych czasach.Byłem póżniej już mieszkając tutaj wielokrotnie w jego warsztacie zawsze będąc pod wrażeniem jego troski o poziom firmy i kontakt z każdym klientem.
Joanna12.02.2023, 21:05
Ten Fiat będzie mi spędzał sen z powiek, cudny...:) dziękujemy!
czytelnik12.02.2023, 11:33
W końcu coś o Zakopanem..
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl