10.02.2020, 13:10 | czytano: 3985

Wspomnienie o Tadeuszu Domańskim

zdj. jp2.nowytarg
Zmarł Tadeusz Domański. Niezwykły pątnik miał na swoim koncie kilkadziesiąt tysięcy kilometrów, które przeszedł lub przejechał na rowerze w trakcie pielgrzymek po Europie. Pobiegł z Nowego Targu do Rzymu, z Fatimy do Moskwy. Trasę z rodzinnego Nowego Targu do Wiecznego Miasta pokonał także pieszo.
Oto jak wspomina Go inny nowotarżanin - Jacek Sowa.
Odszedł wielki pielgrzym

„Ludzi dobrych jest więcej” – tak mówił Tadeusz Domański – nowotarski pielgrzym, który przez całe swe życie ufał, że Opatrzność czuwa.

Tak kiedyś odebrał zamach na Jana Pawła II w maju 1981 roku, który stał się jego życiową motywacją i wyzwaniem. Najpierw w intencji zdrowia umiłowanego góralskiego Papieża Polaka, wspólnie ze swym zmiennikiem z karetki nowotarskiego pogotowia ratunkowego, wyruszyli na piechotę z Nowego Targu do Rzymu, aby dotrzeć tam po symbolicznych 33 dniach. Nie było łatwo, ale dotarli na czas… Tak relacjonował Tadeusz to wydarzenie mediom: " Po zamachu na życie Ojca Świętego, mój przyjaciel Lech Kubera, zaproponował mi, abyśmy w intencji wyzdrowienia Ojca Świętego odbyli pielgrzymkę do Wiecznego Miasta. Wystartowaliśmy 11 lipca 1981 r. i po 31 dniach dotarliśmy na Plac św. Piotra. Był 12 sierpnia, a Jan Paweł II jeszcze przebywał w klinice, ale już 15 sierpnia - w święto Matki Bożej Wniebowziętej pokazał się pielgrzymom w oknie na Placu św. Piotra. My jednak marzyliśmy o osobistym spotkaniu i dzięki protekcji papieskiego sekretarza, Stanisława Dziwisza, 16 sierpnia rano byliśmy na audiencji w Castel Gandolfo".

W 1993 roku Tadeusz postanowił uczcić 15 rocznicę pontyfikatu Jana Pawła II i powędrował do Rzymu wraz z dziećmi; syn Jacek miał 11 lat, córka Magda była niewiele starsza…

Potem już to wędrowanie weszło mu w krew. Pieniądze za nadgodziny na dyżurach w pogotowiu odkładał na kolejne wyprawy, a wypracowane wolne dni wraz z urlopem przeznaczał na swoje pielgrzymowanie. Z kolegą, Wacławem Leśniakiem i 13-letnim (!) synem Jackiem, na rowerach podczas dziesięciu miesięcy przemierzyli 12 tysięcy kilometrów, odwiedzając dziesiątki sanktuariów Francji, Hiszpanii, Portugalii, Włoch. Czasem przemierzali dziennie 20 km, czasem było prawie 200! Na inną wyprawę zabrał 11-letniego syna Wojciecha i wraz z kolegą Józefem Pietrzakiem bieg przeplatali z jazdą na rowerze (dwóch jechało, jeden biegł) zmieniając się co 10 km. Trzy lata później wyruszył w drogę liczącą 6.500 km i trwającą 4 miesiące, biegł z Fatimy do Moskwy; w intencji był upadek systemu komunistycznego na wschodzie Europy.

Każda pielgrzymka była specyficzna i w swoim rodzaju nosząc w sobie jakieś przesłanie - za Ojca świętego, za pokój, za wolność.
Aby uczcić pamięć osób tragicznie zmarłych w wyniku terrorystycznych ataków na nowojorski World Trade Center, ale także by przypomnieć wszystkim Polakom i Amerykanom, co dokładnie działo się podczas minionej wojny w Warszawie, znalazł się w dziewięcioosobowej grupie rodowitych górali, którzy wystartowali z Kalifornii 1 sierpnia 2004 roku w 60. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. W ekipie, która rozpoczęła super pielgrzymkę, znaleźli się obok Tadeusza i jego dwóch synów - Jacka i Wojtka, jedyna w gronie dziewczyna Halina Czyszczoń oraz Kazimierz Fryźlewicz, Andrzej Gacek, Wojciech Musiał, Sebastian Bukański i Jacek Walasik. Swoją wyprawę przez cały amerykański kontynent zakończyli dokładnie 11 września w Nowym Jorku w strefie „zero”, gdzie przed trzema laty stały dwa drapacze chmur WTC. Trasa wyniosła grubo ponad 5700 km, bowiem gdy dowiedzieli się, że 15 sierpnia w Munster w stanie Indiana odbywać się będzie jeden z największych odpustów góralskich w Ameryce Matki Bożej Ludźmierskiej, dokonali korekty swojej trasy, aby w południe przed mszą odpustową wbiec do klasztoru Karmelitów Bosych, gdzie powitani gromkimi brawami, złożyli hołd Gaździnie Podhala.

Przemierzając dziesiątki kilometrów wiele rozmyślał: o życiu, Bogu, o sensie tego świata. Jego życiu towarzyszyło wiele zdarzeń, które wycisnęły piętno na tym, co zamierzał robić. W swych wędrówkach spotykał wielu ludzi, odwiedzał wiele interesujących miejsc, przeważnie za własne fundusze. Czasem trafiali się pojedynczy sponsorzy, zdarzało się otrzymać do testowania nowe rowery z bydgoskiego Rometu, najczęściej jednak było to duchowe wsparcie z kurii czy zaprzyjaźnionych probostw.

Bardzo cenił sobie pomoc, jaką otrzymywał od ks. prof. Józefa Tischnera, a więź ta utrzymywała się od początku lat 80-tych, kiedy to Tadeusz Domański czynnie angażował się w działalność podhalańskiej „Solidarności”. Listy polecające od góralskiego kapelana otwierały mu drogę na trasie pielgrzymek, często zapewniając na trasie schronienie i posiłek; półki w jego nowotarskim mieszkaniu przy Podhalańskiej zapełniają książki filozoficzne, a wśród nich komplet dzieł Księdza Profesora. Dużo czasu poświęcał na czytanie, w czym miało mu sprzyjać przejście na emeryturę.

Nie dane mu było jednak cieszyć się spokojem, dorosłymi dziećmi i dorastającymi wnukami; wkrótce po tym stracił najbliższą osobę. Jego żona Danuta, długoletnia i ceniona w środowisku położna, przegrała walkę z nowotworem. Cios ten przyjął w cierpieniu, w którym pomoc otrzymywał ze swej wiary i religijności. Sam jednak podupadł na zdrowiu i zmuszony został do zwolnienia kroku w swej wieloletniej wędrówce, a na stole obok fotela główne miejsce zajęły lekarstwa. Oprócz rodziny podtrzymywał jednak kontakty z bliskimi, snuł plany na kolejne, wiosenne spotkanie z dawnymi współpracownikami z kolumny transportu sanitarnego, gdzie pracował przez tyle lat. Swego czasu, dzięki swym pielgrzymkowym kontaktom obdarował nowotarskie pogotowie ratunkowe używanym, ale nowoczesnym ambulansem Mercedesa…

W bieli podhalańskiej zimy niespodziewanie zatrzymało się serce Tadeusza Domańskiego, Wielkiego Pielgrzyma z Nowego Targu. Pozostaną po nim wspomnienia z tysięcy kilometrów przemierzonych dróg na kilku kontynentach, utrwalających wiarę w to, że „ludzi dobrych jest więcej”. Cześć Jego Pamięci!
komentarze
JK11.02.2020, 18:59
Żegnaj drogi Przyjacielu , wyrazy współczucia dla rodziny, wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie...spoczywaj w pokoju..
kolega11.02.2020, 17:39
Dziekujemy szefie za te wspomnienia o naszym koledze Tadeuszu. Niech spoczywa w pokoju.
Kolega-kierowca z karetki11.02.2020, 14:59
Wyruszyłeś w swoja najważniejsza podróż niezapomniany Kolego z RKTSu"LUDZI DOBRYCH JEST WIĘCEJ"dzięki Tobie Tadziu przybyło DZIĘKUJEMY Wyrazy współczucia dla RODZINY.
Kazik11.02.2020, 13:04
Spoczywaj w pokoju drogi przyjacielu. Wyrazy współczucia dla rodziny zmarłego Tadeusza.
Kolega z pracy
koleżanka11.02.2020, 12:35
Wieczny Odpoczynek Racz MU DAć Panie, niech odpoczywa w pokoju,wyrazy wsółczucia dla rodziny
Kierowca karetki10.02.2020, 15:47
Żegnaj Kolego po fachu z dawnego RKTS-u taki odporny byłeś,wytrzymały,wysportowany wyrazy współczucia dla rodziny Wieczny odpoczynek,spoczywaj w pokoju.
Kolega z karetki10.02.2020, 15:10
No i umarł kolega,niesamowite,a taki był twardy jak granitowa skała ,Wieczne Odpoczywanie Racz Mu Dać Panie, ..............
Zobacz pełną wersję podhale24.pl