12.03.2020, 19:50 | czytano: 1724

Samochodem po Ameryce (28) – Plane Boneyard (zdjęcia)

zdj. Michał Adamowski
"Udało mi się uciec od zimna i złej pogody. Gdy tylko przejechałem rezerwat Indian - Fort Apache, pogoda zaczęła się poprawiać, a niebo nad Arizoną nabrało błękitu. Tym razem w planie było spędzenia dnia na atrakcjach lotniczych i już z samego rana wsiadłem w samolot, żeby zobaczyć z góry największe złomowisko lotnicze na świecie" - pisze w kolejnym odcinku pamiętnika z podróży Michał Adamowski.
Złomowisko znajduje się przy bazie lotniczej Davis-Monthan w miejscowości Tucson i jest najstarszym, a zarazem największym tego typu obiektem na świecie. Doskonała pogoda jaka panuje w tym miejscu, wilgotność powietrza nie przekraczająca 10-20% i brak gwałtownych zjawisk atmosferycznych sprawiły, że rząd Stanów Zjednoczonych podjął decyzję o magazynowaniu starych, wyeksploatowanych samolotów właśnie tutaj. Od czasów drugiej wojny światowej były składowane tutaj dziesiątki tysięcy maszyn, w tym słynne Latające Fortece – B-29.

Dzisiaj złomowisko obsługiwane jest przez Aerospace Maintenance and Regeneration Group (AMARG), które w pełni zajmuje się wszystkimi maszynami, które tutaj trafią. Są tutaj statki powietrzne należące do US Air Force, Us Navy, Marine Corps, Coast Guard oraz NASA. AMARG obecnie zatrudnia ponad 550 osób, a na terenie złomowiska składowane jest 4400 maszyn.

Na terenie złomowiska znajdują się maszyny, które wyszły już z użycia lub ich czas eksploatacji został przekroczony i w związku z wysokimi kosztami utrzymania zostały wycofane ze służby. Należy zaznaczyć, że wciąż są one zdolne do lotu i działań bojowych, ale istnieje ryzyko uszkodzenia, w związku z czym ich powrót na niebo zostaje zawieszony, aby nie narażać życia pilotów i załogi. W tym wypadku, samoloty nie idą na przysłowiowe “żyletki”, ale są konserwowane i magazynowe. Pracownicy AMARAG wymontowują z nich uzbrojenie, fotele z katapultą, silniki, zegary i całą elektronikę, która mogła by być narażona na uszkodzenie. Następnie samoloty (oraz śmigłowce) przechodzą dokładne mycie. Wiele z nich pełniło służbę w rejonach morskich, gdzie na kadłubach osadzały się drobiny soli, które mogły powodować korozję. Usuwane są również wszystkie płyny (paliwo, oleje), które zastąpione są specjalnym lekkim olejem, który ma zakonserwować odpowiednie układy. Na samym końcu maszyny pokrywa się specjalną białą powłoką, która ma odbijać promienie słoneczne i zapobiec przegrzewaniu się gromadzonych tu maszyn.

Złomowisko podzielone jest na kilka sektorów. Statki powietrzne typu 1000, to wszystkie samoloty i śmigłowce, które mają duże prawdopodobieństwo powrotu do aktywnej służby. Nie można z nich nic wyjmować na części zamienne do innych maszyn. Przechodzą one przegląd co 4 lata. Typ 2000, to wszystkie statki, które dostarczają części zamiennych, od innej latającej jeszcze floty, a która wymaga serwisu. Typ 3000, to te samoloty, które utrzymywane są w statusie ciągle zdatnych do lotu. Czyli mogą być albo wysłane do innej bazy, albo sprzedane do innego kraju. Niektóre latające jeszcze F-16 są na przykład przerabiane na drony i służą innym pilotom jako latające cele, do których strzelają w trakcie ćwiczeń. Typ 4000, to wszystko to, co już nigdy nie poleci i może być rozebrane na części, sprzedane lub przetworzone.

Złomowisko jest otwarte na ruch turystyczny, choć jest on mocno ograniczony. W ciągu dnia można bez problemu zarezerwować lot samolotem i zobaczyć to miejsce z góry, ale na sam wjazd do środka wymagana jest już rezerwacja z dużym wyprzedzeniem, bowiem codziennie wpuszczane są tylko dwa autobusy turystów, którzy mają okazję zobaczyć to miejsce z bliska. Zdjęcia można robić tylko ze środka i w trakcie blisko 90 minutowej przejażdżki nie ma możliwości wyjścia na zewnątrz.
Michał Adamowski
zobacz także
Zobacz pełną wersję podhale24.pl