20.09.2023, 13:47 | czytano: 288

Przed nami oficjalne otwarcie Oddziału Chemioterapii Dziennej nowotarskiego szpitala

Podhalański Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II w Nowym Targu uruchomił zgodnie z zapowiedziami tak potrzebny na południu Małopolski Oddział Chemioterapii Dziennej. Wcześniej pacjenci musieli dojeżdżać m.in. do ośrodków w Suchej Beskidzkiej czy w Krakowie. Teraz to się zmienia – na 2 października zaplanowano oficjalne otwarcie oddziału. Nowy oddział to dla pacjentów krótkie terminy oczekiwania na leczenie, komfortowe warunki, wykwalifikowany personel i terapia onkologiczna nie wymagająca długotrwałego pobytu w szpitalu. Rozmowa z dr Łukaszem Stokłosą ordynatorem Oddziału Chemioterapii Dziennej nowotarskiego szpitala.
Panie doktorze, szykujemy się do oficjalnego otwarcia oddziału chemioterapii dziennej w Nowym Targu. Kto może korzystać z tego oddziału?
Nowy Targ jest zlokalizowany w takim miejscu, gdzie najbliższy ośrodek, w którym pacjent może otrzymać chemioterapię, jest położony o minimum 60 km. To Sucha Beskidzka. Kraków z kolei jest oddalony już o około 80 km. Do Nowy Sącz dystans jest podobny. Jest jeszcze ośrodek w Gorlice – ponad 110 km od Nowego Targu. Nasi pacjenci do tej pory zmuszeni byli do korzystania ze świadczeń w tych ośrodkach. Takich pacjentów jest wielu, coraz więcej. Niestety, w tempie przerażającym wzrasta liczba takich chorych. Do tego sporo młodych. To jest właśnie jeden powód, dla których zdecydowaliśmy się otworzyć ten oddział.

Onkologia zanotowała duży postęp w ciągu ostatnich kilku lat. Dawniej przy wielu nowotworach w stadium rozsiewu średni czas przeżycia to był rok, dwa. Teraz ten czas się wydłużył znacznie w związku z gigantyczną poprawą skuteczności leczenia onkologicznego. Dzięki temu ludzi chorzy mogą dalej funkcjonować, żyć i pracować.

Na naszym terenie jest szereg placówek, które bardzo dobrze zajmują się diagnostyką. Na poziomie szpitala w Nowym Targu mamy zaplecze z zakresu chirurgii onkologicznej. Pacjenci są diagnozowani i operowani. Jest ginekologia onkologiczna. Mamy bardzo dobry oddział neurochirurgii. 20 kilometrów stąd jest zakopiański szpital i szpital chorób płuc, do którego trafiają pacjenci z całej Polski. Są diagnozowani, mają postawione rozpoznanie choroby nowotworowej. Jednak nie mają gdzie na miejscu podjąć leczeni. Muszą szukać pomocy w ośrodkach z dala od Podhala, od Nowego Targu.

Nasz oddział chemioterapii znakomicie się więc wpisuje w ten scenariusz pomocy dla pacjentów. Będą diagnozowani, nie będą musieli jeździć. Mamy nadzieję, że nie będzie tak długich kolejek, jak w innych ośrodkach. Mamy też zamiar wesprzeć inne środki w Małopolsce, żeby zminimalizować i zoptymalizować czas oczekiwania na rozpoczęcie leczenia.

Możemy określić, jaki jest średni czas oczekiwania na rozpoczęcie leczenia?

Nie chcę wypowiadać się autorytarnie. Nie mam danych mierzalnych. Mogę bazować tylko na tym, co pacjenci przekazują. Czas oczekiwania na rozpoczęcie chemioterapii, zależy to od ośrodka. Czas oczekiwania na wizytę w poradni to od 2 tygodni do 2 miesięcy. Podobny okres jest jeśli chodzi o oczekiwanie na rozpoczęcie chemioterapii. To informacje od pacjentów, którzy jeżdżą po ośrodkach. Mogę dodać, jak to wygląda w ośrodku, w którym dotychczas pracuję - w Suchej Beskidzkiej. Czas oczekiwania do poradni to 2-3 tygodnie. Potem po kwalifikacji jest tydzień, dwa tygodnie do rozpoczęcia chemioterapii. W Nowym Targu też będziemy chcieli, żeby termin do wizyty w poradni na początku nie był dłuższy niż tydzień, dwa tygodnie.

Czyli w Nowym Targu będzie i poradnia, i potem oddział leczenia chemioterapii?

Stworzyliśmy taki model, że w naszym szpitalu są trzy gabinety poradni. Docelowo chcemy, żeby one funkcjonowały równocześnie. Dodatkowo jest oddział chemioterapii dzienny. To oznacza, że pacjenci nie będą w trybie hospitalizacji całodobowej. Będą przyjmowani ci, którzy będą wymagali podania leków, które się stosuje w ciągu jednego dnia. Rano przychodzą, otrzymują lek, po trzech-czterech godzinach wychodzą do domu.

Są też pacjenci, które wymagają dłuższych okresów terapii – 24, 48, niektórzy mają ciągły wlew preparatu przez 64 godzin. To będziemy zapewniać przez system infuzorów. Pacjent nie musi pozostawać, żeby dostawać wlew chemioterapii. Będzie miał implantowany port naczyniowy podskórnie. To prosty zabieg chirurgiczny. Będzie miał podpinaną chemioterapię, która wymaga dłuższego okresu podawania i z tym będzie wychodził do domu. W zależności od wskazań klinicznych i schematu leczenia, będzie się pojawiał następnego dnia, lub za dwa dni na zmianę infuzora, na ocenę stanu klinicznego. To dobre rozwiązanie dla pacjentów, bo mogą być w domu, nie muszą być hospitalizowani.

I mogą być aktywni zawodowo w określonych przypadkach?

Tak. Taki mamy ambitny plan, ale na razie – jak cała służba zdrowia – borykamy się z problemem kadrowym. Poczynając od personelu pielęgniarskiego, przez personel lekarski, do magistrów farmacji. Jest kłopot z pozyskaniem lekarzy. Nam się w miarę udało stworzyć zespół, który zapewni funkcjonowanie.

Moim marzeniem jest, żebyśmy mogli w soboty i niedziele udzielać świadczeń. Ta choroba dotyczy coraz częściej młodych ludzi, którzy studiują, pracują, chcą być aktywni. Niektórzy mają szczęście i wcześniej zdiagnozowaną chorobę, są zoperowani, wyleczeni i wymagają leczenia uzupełniającego. Nie posiadają choroby nowotworowej, ale muszą otrzymać leczenie, żeby zminimalizować ryzyko nawrotu. Oni często są aktywni zawodowo. Druga grupa to osoby, które mają wyjściowo chorobę rozsianą. Ale także, w związku z wielkim postęp w onkologii, mamy szereg pacjentów, którzy mimo wysokiego zaawansowania choroby nowotworowej w przebiegu leczenia normalnie pracują.

Na sam oddział chemioterapii dziennej będą trafiać pacjenci już zdiagnozowani i z przygotowanym schematem leczenia?

Mamy to szczęście, że na terenie naszego szpitala i w okolicznych placówkach większość nowotworów możemy samodzielnie zdiagnozować, określić stopień zaawansowania, wykonać weryfikację histopatologiczną, potwierdzić rozpoznanie choroby nowotworowej. Wtedy taki pacjent trafia do nas, do poradni. Wtedy schemat leczenia jest ustalany albo na poziomie poradni, albo na poziomie konsylium onkologicznego. Konsylium to spotkanie zespołu wielodyscyplinarnego, który funkcjonuje od kilku lat w szpitalach w Nowym Targu i w Zakopanem.

Zdarza się także, że pacjent przychodzi z pełną diagnostyką i z planem leczenia. W każdym jednak przypadku w dniu kwalifikacji musimy to zweryfikować. Stan pacjenta może się bowiem pogorszyć, mogą być nowe okoliczności. Wtedy trafia do nas do poradni, ustalamy schemat postępowania, schemat leczenia i termin rozpoczęcia leczenia.
To będzie jeden element pracy poradni. Drugi, to poradnia onkologiczna nie może się zamykać przed pacjentami z istotnym podejrzeniem choroby nowotworowej, ale niezdiagnozowanymi. Wtedy, w poradni w ramach szybkiej ścieżki onkologicznej możemy założyć tzw. kartę DILO, albo bazować na karcie założonej przez innych lekarzy. Wykonujemy diagnostykę ambulatoryjną. Czasem pacjent nie musi być hospitalizowany, żeby postawić ostateczne rozpoznanie.

Przychodzą też pacjenci, którzy wymagają kontroli. Są pacjenci, którzy są po leczeniu radykalnym. Musimy ich bacznie monitorować, żeby ewentualny nawrót choroby wychwycić na takim etapie, żebyśmy mogli szybko zareagować. Są też pacjenci w trakcie przewlekłego leczenia, którzy mają przerwę w terapii. Oni muszą się zgłaszać do kontroli, żebyśmy mogli adekwatnie i szybko reagować.

Pada często stwierdzenie „mam chemię”. Rozumiem jednak, że jest to bardziej skomplikowane, że są różne grupy leków i różne formy terapii farmakologicznej...

„Chemia” to potoczne określenie, które oznacza, że pacjent otrzymują chemioterapię. Chemioterapia nadal ma swoje istotne miejsce w onkologii, ale zaczyna ustępować terapiom spersonalizowanym, celowanym. Każdy nowotwór ma swoją biologię, swój charakter, w jaki się rozwija. Ma określone parametry, które na podstawie badań genetycznych jesteśmy w stanie sformułować i przewidzieć jaka będzie dynamika choroby. W zależności od tego, możemy dobrać leki celowane na konkretny nowotwór. Niektórzy pacjenci wymagają samodzielnej chemioterapii. Niektórzy dostają chemioterapię połączoną z terapiami celowanymi, gdzie punktem uchwytu są różne receptory na poziomie komórek. Niektórzy z kolei kwalifikują się do samodzielnych terapii celowanych, czy do immunoterapii.

My jednak znamy swoje miejsce w szeregu. Zdajemy sobie sprawę, że na wszystko trzeba nieco poczekać. NFZ ma swój plan finansowy. Na początku będziemy mieli zakontraktowaną samodzielną chemioterapię, natomiast w kolejnych miesiącach – jak będziemy się rozwijać – mamy mieć dostęp do kolejnych nowoczesnych leków w ramach tzw. programów lekowych.

To drogie leczenie? Powiedzmy wprost.

Tak. To bardzo drogie leczenie, jeśli mówimy o nowoczesnych terapiach. Chemioterapia jest na osiągalnym poziomie. Efekty są jednak spektakularne.

Mówimy o bardziej zaawansowanych technologiach?

Tak, o tych bardziej zaawansowanych technologiach, dedykowanych dla tych bardziej i mniej zaawansowanych pacjentów.
Jeszcze niedawno najnowsze zdobycze onkologii w zakresie immunoterapii były dedykowane głównie dla pacjentów z rozsianą chorobą nowotworową. Teraz jest cały szereg leków, które są oferowane w przypadku leczenia radykalnego pacjentów, którzy wymagają chemioterapii przed operacją, po operacji. Bardzo to poprawia rokowanie pacjentów i wyleczalność chorych.

Czyli zazwyczaj takie leczenie onkologiczne jest kompilacją pewnych metod. Jest leczenie chirurgiczne i potem na przykład chemioterapia?

Tak. Wszystko zależy od rodzaju nowotworu, sposobu zaawansowania. W każdym typie nowotworu jest inne postępowanie. Nierzadko jest to leczenie skojarzone, które jest wykonywane sekwencyjnie: chemioterapia, zabieg operacyjny, leczenie uzupełniające. Może być leczenie prowadzone w sposób skojarzony, czyli połączenie chemioterapii z radioterapią. Radioterapii tutaj nie mamy i w najbliższym terminie nie planujemy, żeby była w Nowym Targu.
Oprócz form dożylnych jest cały szereg form doustnych preparatów, także z dłuższą historią stosowania, nowoczesnych. Pacjenci, którzy by się kwalifikowali do nowocześniejszych terapii w ramach programów lekowych, dostają nowoczesne leczenie na poziomie poradni onkologicznej. Z lekiem idą do domu i tabletki zażywają zgodnie z zalecanym harmonogramem.

Metody leczenia są ukierunkowane na konkretne rodzaje nowotworów. Czy tutaj z większością rodzajów nowotworów będą mogli zgłaszać się do państwa pacjenci?

Każde leczenie jest dedykowane ściśle i dedykowane przez wytyczne międzynarodowe. W przypadku programów lekowych jest kontrolowane i nadzorowane przez NFZ i Ministerstwo Zdrowia. Każdy pacjent powinien dostać najlepsze leczenie, które będzie do niego dopasowane.

Mówił pan doktor, że coraz młodsi ludzie zaczynają chorować na choroby nowotworowe. W jaki wieku zdarzają się pacjenci?

Ja zajmuję się leczeniem dorosłych pacjentów, ale mam już pacjentów w wieku 18-19 lat.

Czy badania profilaktyczne powinni wszyscy wykonywać? Nie należy patrzyć na kalendarz i myśleć „jestem za młody”, ale reagować na jakiekolwiek niepokojące symptomy?

Absolutnie niczego nie można bagatelizować. Nie możemy jednak mieć pretensji, że pacjent się zgłosi z objawem, którego nie doszacował, albo przeszacował. Ma do tego prawo, nie ma bowiem wiedzy na ten temat. Wszelkie objawy, które się pojawiają u nas, które do tej pory nie występowały i są niepokojące, powinniśmy skonsultować z lekarzem rodzinnym. Jak będzie jakikolwiek sygnał, że jest podejrzenie choroby nowotworowej, na poziomie każdego ośrodka POZ jest możliwość założenia karty DILO i przekierowania do nas, lub do poradni chirurgicznej. Nie wolno niczego bagatelizować. W Polsce jest problem, że pacjenci za późno się zgłaszają do lekarzy. Potem my onkolodzy robimy co możemy, ale mimo wszelkich starań i naszych działań, nie zawsze czas jest tak optymalny, jakbyśmy chcieli. To także wina zbyt małej liczy lekarzy. Jeden lekarz z zakresu onkologii nie wykona całej diagnostyki w swoim gabinecie. Opieramy się o zakład pracowni endoskopowej, zakład badań obrazowych, tomografii, rezonansu magnetycznego, innych badań specjalistycznych. Lekarzy brakuje, a tymczasem pacjentów przybywa. I tworzą się niestety kolejki.

Dlaczego zgłaszamy się późno do lekarza? Obawa, że jak pójdę do lekarza to a nuż coś wynajdzie?

Dostrzegam, że dużym problemem w dzisiejszych czasach jest szeroki dostęp do internetu. To co można znaleźć w Google to często nie są informacje, ale opinie. W internecie, żeby uzyskać rzetelną wiedzę, trzeba nierzadko za to zapłacić. Pacjenci często na początku przy każdym problemie szukają informacji w internecie. Można trafić na opinie zweryfikowane, prawdziwe lub nieprawdziwe. Potem w oparciu o niesprawdzone opinie ustalamy, że nie jest to nic poważnego.

Druga rzecz jest taka, że pacjenci dostrzegają i są przekonani, że dzieje się coś niedobrego, ale jest element strachu. „Mnie się nie mogło to przytrafić”. Odsuwają to w czasie, wypierają, boją się. Są przekonani, że ich to nie mogło spotkać. Pacjenci starają się przeczekać, zasięgnąć porad medycyny niekonwencjonalnej, boją się leczenia onkologicznego.
Same rozwiązania systemowe nie są takie najgorsze. Brakuje jednak ludzi w systemie, brakuje pełnej funkcjonalności systemu. Jako lekarze nadal wiele czasu poświęcamy na aspekty formalne, pracę biurową. Jakbyśmy zostali tu odciążeni, moglibyśmy przyjmować więcej pacjentów.

Powiedział pan, że to będzie oddział dzienny. Z tego co się orientowałem, takie są teraz trendy w Europie i na świecie, żeby nie hospitalizować długoterminowo, ale pozwolić pacjentowi normalnie żyć.

Taki trend jest na całym świecie. W Polsce jest też taka tendencja, żeby pacjenci korzystali z systemu dziennego. W naszym szpitalu też będą dla pacjentów onkologicznych – jeśli będą tego wymagać – łóżka stacjonarne. One będą zarezerwowane dla tych, którzy wymagają diagnostyki lub leczenia powikłań po naszym leczeniu. Leczenie przeciwnowotworowe nie jest bowiem obojętne. Jest skuteczne, ale często generuje poważne powikłania. Oferując pacjentom leczenie, jeśli coś będzie się dalej działo w wyniku naszej terapii, musimy pacjentowi zapewnić możliwość hospitalizacji całodobowej. Szpital w Nowym Targu jest szpitalem specjalistycznym. Jest tu szereg bardzo dobrze przygotowanych oddziałów z bardzo dobrze wykształconym personelem. O to jestem spokojny.

Dzienny oddział to także jeden z pomysłów na rozładowanie kolejek. Mamy do dyspozycji docelowo 20 foteli do podawania chemioterapii. Tam pacjenci spędzą kilka godzin. Jakby to były łóżka stacjonarne, w danym dniu nie moglibyśmy przyjąć więcej pacjentów niż 20, bo nie ma więcej łóżek.

Średni czas chemioterapii to od 3 do 5 godzin plus okres obserwacji. Na 20 fotelach możemy oferować dziennie około 40-50 podań chemioterapii. Jak pacjent zakończy leczenie, mamy przewidzianą salę wypoczynkową dla chorych. W większości przypadków pacjentów nie można od razu wypuścić z oddziału. Tam pacjenci komfortowo będą mogli spędzać czas. Będą pod nadzorem personelu pielęgniarskiego. Wtedy kolejni będą mogli otrzymywać chemioterapię. Można to docelowo wprowadzić nawet na trzy zmiany, ale „wąskim gardłem” jest personel.

Na trzy zmiany i mówił pan jeszcze o weekendach.

Tak. To wszystko weryfikuje jednak ilość personelu, który będziemy mieli. Mamy zabezpieczony personel, ale nie jest to szczyt marzeń, jeśli chodzi o jego ilość. Też jesteśmy tylko ludźmi. Praca powyżej 10-12 godzin dziennie może się przekładać na naszą gorszą efektywność. To nie jest tylko rozpisanie i podłączenie chemioterapii. W onkologii najważniejsze jest zaplanowanie całego leczenia, od początku do końca. Od pierwszej wizyty w poradni każdy z nas musi wiedzieć, co zrobi w każdej sytuacji. Jeśli będzie sukces, to co robimy dalej? Jak będzie niepowodzenie – jaki kolejny krok. Trzeba uważać, bo można wejść w ślepą uliczkę. Zaproponujemy jakieś leczenie, ale w przypadku progresji choroby, leczenia alternatywnego lub drugiego rzutu, które jest bardzo skuteczne, w związku z tym, że pierwsze leczenie było właściwe, ale nieoptymalne w tej sekwencji, uniemożliwia nam włączenie leczenia kolejnego rzutu.

Przeraził mnie pan doktor tym, że jest 20 stanowisk i będzie praca na trzy zmiany. To znaczy, że takie jest zapotrzebowanie?

Na trzy zmiany będzie w perspektywie czasu. Na razie planujemy, że przy tym zabezpieczeniu w personel będzie tu dwóch lekarzy dziennie. Chcemy podawać około 30 chemioterapii dziennie.

Takie jest zapotrzebowanie w społeczeństwie na leczenie onkologiczne?

Niestety tak. W Suchej Beskidzkiej pracuję od kilku lat, od dwóch lat kieruję oddziałem dziennym chemioterapii. Ten oddział chemioterapii jest jednym z pierwszych oddziałów, który działał w systemie jednodniowym. Funkcjonuje od ponad 20 lat. Był jednym z pierwszych, w którym masowo pacjenci mieli stosowane leczenie podawane przez infuzory. To działa i funkcjonuje. W związku z dużą przepustowością mamy w miarę optymalne terminy rozpoczęcia leczenia. Rok temu były krótsze. Teraz mamy wielu chorych i to się wszystko niestety wydłuża.

Rozumiem, że przy leczeniu chorób nowotworowych liczy się też czas?

Tak. To bardzo istotne. Pierwszy element to pierwsze objawy. Apelujemy, żeby pacjent zgłaszał się jak najszybciej. Następnie ważne jest, by diagnostyka była odpowiednia. Jeśli pacjent wymaga kolejnych etapów leczenia, w tym chemioterapii, ważne, by jak najszybciej zaczął leczenie. Jest to określone i ustalone przez międzynarodowe schematy postępowania. Są ustalone terminy, kiedy i po jakim leczeniu pacjent powinien zacząć terapię.

Bardzo jestem zadowolony i dumny z tego, co się dzieje w Nowym Targu. Cieszę się po ludzku, że taki oddział tutaj powstaje. Będą tu bardzo komfortowe warunki dla pacjentów. Może to szczegół, ale długo z panem dyrektorem szpitala w Nowym Targu negocjowałem, żeby okna z oddziału dziennego chemioterapii wychodziły na piękną panoramę Tatr. Dla pacjenta, a szczególnie dla onkologicznego, który tu będzie przychodził w trudnym okresie swojego życia, widok z okna jest istotny. Zawsze tu świeci słońce. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie w dobrą stronę. Będą trudności, przeszkody. Łatwo nie będzie, ale jestem przekonany, że idziemy w słuszną stronę.

mat. nadesłany
Może Cię zainteresować
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl