31.03.2014, 20:12 | czytano: 2563

Po pięciu latach znowu na tronie

arch. Michała Adamowskiego
- Jesteśmy przeszczęśliwi, bo po pięciu latach wreszcie dostaliśmy się na mistrzowski tron. W poprzednim roku los nie był dla nas łaskawy, przegraliśmy złoto w karnych, teraz nam sprzyjał – powiedział Jacek Kubowicz, członek ekipy oldbojów Podhala, która w sobotę wywalczyła po raz siódmy w historii tytuł mistrza kraju.
W 2009 roku „starsi panowie” z Podhala sięgnęli po raz ostatni po mistrzowską koronę. Było to trzecie z rzędu zwycięstwo i tym samym puchar zdobyli na własność. Zmusili organizatora do ufundowania kolejnego, nie mniej okazałego.
- Chłopcy żartowali, by związek oldbojów już zaczął myśleć o ufundowaniu kolejnego pucharu, bo tego nie wypuścimy z rąk. Po raz pierwszy dostał się w nasze ręce – mówi Jacek Kubowicz. – Różnie nam się wiodło w ostatnich latach. Raz byliśmy liczniejsi, drugi raz mniej. Mieliśmy lepszą lub gorszą pakę, ale zawsze byliśmy w czubie. W ubiegłym roku jechaliśmy do Bytomia z obawami. Pod względem ilości skład wyglądał mizernie. Okazuje się, że nie ilość, lecz jakość, zaangażowanie, charakter są ważniejsze. Tymi cechami wywalczyliśmy wicemistrzostwo kraju. Przegraliśmy złoto w karnych. Tym razem się udało, chociaż spotkanie mogliśmy rozstrzygnąć w regulaminowym czasie. Mieliśmy wszystko pod naszą kontrolą, aż do ostatniej zmiany. Ogólnie jednak dla nas był to szczęśliwy finał.

Wreszcie zmontowaliście trzy piątki, co w poprzednich latach graniczyło wręcz z cudem.

- W poprzednich sezonach trudno było o komfort. Były czempionaty, w których graliśmy w dziewięciu. To efekt tego, że przez ostatnie lata nikt nas nie wzmocnił, a osłabiliśmy się przez kontuzje. Zrobiła się potworna wyrwa, która w tym roku została wypełniona młodymi zawodnikami. Dołączyło do nas dwóch bramkarzy i trzech napastników. Zmienili oblicze tej drużyny, doszły młodsze siły. Bez nich byłoby bardzo trudno, bo się starzejemy. Dzisiaj nie da się ograć trzydniowego turnieju, rozegrać pięciu spotkań w 10-osobowym składzie. Trzy piątki na oldboje to w sam raz, a wręcz wymarzona sytuacja, gdy jedna lub dwie są młodsze. Od pięciu lat trenują z nami młode wilczki, które jeszcze do dzisiaj mogłyby ciupać w lidze. W przyszłym sezonie Piotrowskiemu, Koszarkowi i Malinowskiemu stuknie 35 lat upoważniające do występów w naszych mistrzostwach. Długo czekają na swoją szansę. Przez te dwa lata dojdzie do nas ośmiu graczy, to połowa drużyny.

Wypadałoby jeszcze namówić Rafała Srokę, Jacka Zamojskiego, Piotra Gila, Zbyszka Podlipniego…

- To byłaby wymarzona sytuacja. Rafał chciał odpocząć psychicznie od hokeja i mam nadzieję, że ten czas dobiegł już końca. Liczymy, że wzmocni nasze szeregi, że zmusi się do wysiłku fizycznego raz lub dwa razy w tygodniu. Na „Kolibra” raczej nie można liczyć. Jest po operacji kręgosłupa, a zdrowie jest najważniejsze. Podlipniego i Gila krępują obowiązki zawodowe. Praca nie pozwala im na spotykanie się z nami. Przetrwaliśmy najgorszy okres i teraz, mam taką nadzieję, ci co z nami trenują będą na tyle zaangażowani, że nie odpuszczą żadnych mistrzostw.

Mistrzostwa traktowane są jako zabawa, przy której się wspomina dawne lata, czy poważna impreza?
- Od pewnego czasu zawodnicy podchodzą do mistrzostw bardzo poważnie. W wielu drużynach grają amatorzy, którzy mają ambicje, są głodni sukcesów. Mistrzostwa traktują jako najważniejszą dla siebie imprezę w roku. Kiedyś ideą czempionatu były wspominkowe spotkania przy złocistym napoju. Sport był jedynie do tego dodatkiem. Teraz priorytety się zmieniły. Najpierw sukces za wszelką cenę, a potem imprezka. Drużyny z amatorami intensywnie przygotowują się, rozgrywają mnóstwo spotkań w różnych ligach. Niektórzy zawodnicy mają w nogach 20-30 meczów w sezonie. Z kolei odbojowa drużyna, taka jak nasza, rozegrała tylko osiem spotkań sparingowych. Uważam, że jest to wystarczająca ilość dla starszych panów.

Z twoich słów wynika, że czempionat oldbojów zdominowali amatorzy?

- Niezupełnie, ale niemal każda drużyna się nimi posiłkowała. Wszystko dlatego, że drużyny cierpią na brak graczy. Nie mogłyby zgłosić się do mistrzostw. Trzeba było przymknąć oko, bo amatorzy mają swoje mistrzostwa. Można jednak dojść do wniosku, że lepiej mieć w drużynie dwóch oldbojów wiedzących o co chodzi w tej grze niż pięciu amatorów. Nie twierdzę, że nie można 2-3 amatorów wkomponować w ekipę 10-12 zespołową, ale nie odwrotnie, bo to nie zadziała. Dobitnie o tym przekonał się GKS Katowice, który w ubiegłym roku sięgnął po mistrzostwo, a teraz walczył o utrzymanie. W tym zespole było tylko pięciu oldbojów.

Rozmawiał Stefan Leśniowski

Zobacz więcej na

Zobacz pełną wersję podhale24.pl