KROŚCIENKO. - Dotarliśmy się jak trybiki w maszynie - nie krył zadowolenia wójt Stanisław Tkaczyk. - Mówił, że się plątam po urzędzie jak smród po gaciach, a my mieliśmy o nim tylko negatywne zdanie. Ten spór, który trwał dwa lata, skończył się w tej chwili - podkreślił przewodniczący rady, który jeszcze niedawno sugerował referendum w sprawie odwołania wójta.
Wójt Stanisław Tkaczyk nie miał dobrej passy na czele tutejszego samorządu. Krytyczne głosy przeważały wśród radnych, a nastroje podsycały kolejne niezrozumiałe decyzje. Jeszcze przed rokiem padały zarzuty o zatrudnianie krewnych i znajomych w urzędzie, liczne delegacje czy opłacanie "tajnego" doradcy. W tym roku afera wybuchła, gdy okazało się, że wójt magazynuje żwir i destrukt z remontu gminnej ulicy na swojej prywatnej działce. Kolejny raz pojawiały się głosy o referendum, a radni, z przewodniczącym Franciszkiem Plewą na czele nie szczędzili ostrych słów. Działo się to ledwie trzy miesiące temu.- Może byśmy pomogli w tej kwestii i ulżyli człowiekowi? Nie może tak być, że działania ludzi przekształcane są w ich oskarżenia. Tam się miesza prywata z dyspozycjami wydawanymi jako wójt - grzmiał podczas marcowej sesji przewodniczący.
Nie jesteśmy próżniakami
Tymczasem czwartkowa sesja absolutoryjna w niczym nie przypominała gorących obrad obecnej kadencji. Dyskusji zabrakło, debata nad "Raportem o stanie gminy" odbyła się miesiąc wcześniej, wotum zaufania radni udzielili bez zbędnych słów. Przeciwko opowiedziało się jedynie dwóch radnych, kolejnych dwóch wstrzymało się od głosu. Absolutorium z wykonania budżetu, jak i samo wykonanie, radni przyjęli jednogłośnie.
Tym razem przewodniczący rady nie atakował, ale bronił - siebie i radnych.
- W mediach ukazują się informacje, że jesteśmy próżniakami, darmozjadami i chodzi nam tylko o nasze przychody w kwocie 1800 zł. Przy każdej jednej inwestycji braliśmy czynny udział. Czy ktoś się uważa za próżniaka? Nasza praca nie wiąże się tylko z sesją i bezmyślnym działaniem. Nie do przyjęcia jest przedstawianie nas w negatywnym świetle w mediach. Ostatni raz proszę nie wykorzystywać mediów, by nas oczerniać. Nie jesteśmy trzecim sortem - podkreślił nie wyjaśniając ani o jakie zarzuty chodzi, ani jakie media miałyby je przedstawiać.
Rzeczy niemożliwe stały się możliwe
Po głosowaniach wójt Stanisław Tkaczyk nie krył zadowolenia.
- Dotarliśmy się jak trybiki w maszynie, rzeczy niemożliwe stały się możliwe. Podziękowania dla przewodniczącego, który mnóstwo czasu spędza w urzędzie jak i radnych z Krościenka, którzy dostrzegają ogrom zadań także w sołectwach - podsumował. - Koszulka jest krótka, ale trzeba ją tak naciągnąć, aby wszyscy byli zadowoleni i mogli żyć godnie. Rozumiem, że jeszcze jakieś wady mam i nie wszystko do końca realizuję, ale postaram się, aby na przyszły rok wotum było jednogłośne. Pokazaliśmy, że mimo utrudnień cel został osiągnięty.
- Cieszy mnie zmiana stanowiska. Przedtem wójt mówił, że się plątam po urzędzie jak smród po gaciach, my też mieliśmy o nim tylko negatywne o nim zdanie. Ten spór, który trwał dwa lata skończył się w tej chwili. Ale niech wójt nie ma złudzeń, że nie będziemy mu patrzeć na ręce... - podkreślał Franciszek Plewa.
Zarzuty? Jakie tam zarzuty...
Tuż przed zakończeniem sesji przewodniczący odczytali ustalenia komisji rewizyjnej oraz wniosków i petycji. Dotyczyły one składowanie na prywatnej działce urobku z remontowanej ulicy w Grywałdzie. W obydwu przypadkach wnioski były podobne, które można podsumować krótko: to prywatna sprawa Stanisława Tkaczyka, a nie wójta gminy i niech się nią zajmują odpowiednie organy. Problem nagle zniknął.
Józef Figura





