Przedstawiciele samorządów z Podhala przekonywali w Senacie, że przepisy ułatwiające rozwój stacji narciarskich są potrzebne górskim miejscowościom. Jednocześnie podkreślali konieczność ochrony prawa własności i traktowania nowych rozwiązań jako ostateczności.
Tymoteusz Mróz, radny Zakopanego i prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej, mówił, że wizerunek miasta właśnie jako narciarskiej stolicy Polski został zniszczony przez interesy pojedynczych właścicieli gruntów, którzy sparaliżowali rozwój infrastruktury narciarskiej w mieście. - Doprowadzili oni do tego, że ta infrastruktura narciarska, zamiast się rozwijać, kurczy się - mówił. - Dzisiaj brakuje nam tej infrastruktury i jest to ogromny problem. Nasza oferta jest coraz słabsza i szkodzi wizerunkowi miasta. Nie mogę się zgodzić z tym, że narciarstwo to nie jest cel publiczny. Inwestycje w infrastrukturę narciarską kształtują rozwój całego naszego regionu - podkreślił. - Ta ustawa jest nam niezbędna, żeby tworzyć konkurencyjny międzynarodowo produkt turystyczny.Z tego właśnie powodu przepisy, które pozwolą na rozwój stacji narciarskich, są w interesie Zakopanego.Wiceprezes Związku Podhalan Piotr Gąsienica podkreślał, że prawo śniegu jest Polsce od dawna potrzebne. - Jesteśmy za tym, żeby taką ustawę wprowadzić i porządek na stokach wprowadzić. Musimy jednak poszanować prawo własności - przekonywał, apelując o dalsze prace i o rozwiązania, które nie będą wywoływały konfliktów społecznych.
Starosta tatrzański Andrzej Skupień powiedział przed komisją, że z jednej strony sprawie towarzyszą zrozumiałe duże emocje, z drugiej wszyscy widzimy, jak zmieniły się miejscowości, w których powstały stacje narciarskie. - Dlatego twierdzenie, że funkcjonowanie stacji narciarskiej to sprawa tylko jej właścicieli, to nieprawda. To żywotny interes wszystkich mieszkańców tej miejscowości, którzy zainwestowali w wypożyczalnie, w hoteliki, restauracje i wiele innych punktów usługowych. Dlatego, jako samorządowcy zrzeszeni w Konwencie Tatrzańskim, apelujemy do obu stron, że potrzebne jest rozwiązanie takie, które będzie z jednej strony bardzo rzadko używane, ale będzie pomocne w sytuacji, gdy pojawi się próba zablokowania takich inwestycji. I wtedy właśnie rada gminy, wójt, sołtys, którzy wiedzą, co jest ważne, co jest interesem całej miejscowości, a nie tylko przedsiębiorcy, mogliby podjąć odpowiednią decyzję.
- Przymus państwowy nie jest dobrym sposobem na regulowanie stosunków sąsiedzkich, ale są sytuacje, gdy może jest to konieczność - mówił wójt gminy Kościelisko Roman Krupa. - My, jako samorządowcy, traktujemy ten mechanizm, tę służebność, jako rodzaj ostateczności.
- Szczawnica to miejscowość turystyczna. 80% budżetu miasta jest zasilane z gałęzi turystycznej. Podobnie budżet mieszkańców. Mamy kilka wyciągów narciarskich. Gdyby zimą nie działał jeden z wyciągów - mamy kryzys. Proszę sobie wyobrazić, że z powodu jednej osoby, która się nie zgadza, na zasadzie "nie, bo nie", staje całe miasto. Mamy w Szczawnicy tylko dwa zakłady pracy, które nie są związane z turystyką. Nie wyobrażam sobie, żeby ta jedna osoba zablokowała funkcjonowanie miasta zimą. Dlatego ta ustawa jest bardzo ważna - powiedział burmistrz Szczawnicy Bogdan Szewczyk.
Projekt przewiduje uznanie za cel publiczny budowy, utrzymywania i eksploatacji określonej infrastruktury sportowej. Dotyczy to m.in. kolei linowych, wyciągów oraz tras narciarskich.
W określonych sytuacjach możliwe byłoby ograniczenie sposobu korzystania z prywatnej nieruchomości bez zgody jej właściciela. Właściciel nadal pozostawałby właścicielem gruntu i otrzymywał wynagrodzenie. Ograniczenie mogłoby jednak obowiązywać nawet przez 30 lat. Procedura wymagałaby wcześniej m.in. negocjacji z właścicielami. Inwestycja musiałaby być zgodna z dokumentami planistycznymi. Potrzebna byłaby również zgoda rady gminy oraz właścicieli dysponujących co najmniej 75 proc. powierzchni gruntów niezbędnych do inwestycji.
r/




