FELIETON. Budynek nowotarskiego Ratusza nie od dziś stanowi główny punkt patriotycznych uroczystości, jak choćby Święto Niepodległej. Jednak w mediach popularny jest ostatnio z zupełnie innego powodu...
Zachciało się burmistrzowi kosmetyki zabytkowego obiektu, no i ma za swoje. Niby na Rynku i na papierze w dzień wszystko się zgadza, ale wieczornej iluminacji szacowny budynek już nie zdzierżył. Bo i któż wymyślił, aby zmarszczki wiekowego staruszka atakować jupiterami, skoro dyskretne światło mogłoby wystarczyć. No i podniósł się krzyk, w mediach, na fejsbuku, na ulicy - wydziwiają wszyscy, bo u nas wszyscy na wszystkim się znają...Sam nie znam się ani na budownictwie ani na iluminacji, ale przez ponad pół wieku pisania o tym i owym co nieco wiem. Więc skoro fachowcy mówią, że ma być chropowato, to przyjmuję to w ciemno, zanim tych zmarszczek ktoś źle nie podświetli, jak twierdzi była pani konserwator wojewódzka. Bo wszystko można jakoś poprawić, wszakże nawet jak za sprawą budowlańców zegar na wieży się zepsuł, to zjawił się fachowiec i ten prosty mechanizm naprawił; to nie telebim na lodowisku! Właśnie z panem Romkiem, tuż przed patriotyczną i podniosłą ceremonią dla Niepodległej, obeszliśmy rzeczony ratusz dookoła i doszliśmy do wniosku, że jest w porządku, tak ma być!Martwi mnie w tym kontekście co innego. W TYM MIEŚCIE (a może i w tym kraju?) podzielonym społecznie i niestety kulturowo, cokolwiek by się nie zrobiło, malkontentów nie zabraknie. Krytyka wszystkich dotyka - chciałoby się powiedzieć, od elit do przyziemia spada bezlitośnie, acz bez zastanowienia, a kultura jej wyrażenia sięga bruku. To dziś znak rozpoznawczy ludzi, mających lub chcących mieć coś do powiedzenia.
Piszę to pod nieobecność głównego satyryka P24, który swoim zwyczajem udał się na prohazkę pod Hradczany, aby objadać się gęsiną, po szwejkowsku popijać czeskie piwo w cieniu pomnika Franza Kafki. Lecz właśnie ten praski egzystencjalista już ponad sto lat temu wpisał się w nasze obecne, pełne przeciwieństw realia, pokazując sytuację zwykłego człowieka wobec absurdalnych przepisów, beznamiętnych struktur biurokratycznych, które potrafią człowieka osaczyć i stłamsić. Jego bohater nie wie za co ani przez kogo, więc zagłębia się w świat urzędników i kancelarii, które nie wiadomo czym się zajmują i po co istnieją. Fakt ten nie zakłóca mu w zasadzie codziennego życia, ale zaprząta myśli. Josef K. nie miał do dyspozycji mediów ani fejsbuka, dlatego skończył marnie.
Rodzi się więc pytanie, czy w naszej codziennej rzeczywistości należy przybrać szwejkowską postawę niepozornego człowieka, potrafiącego funkcjonować dzięki swemu sprytowi i umiejętności szyderstwa. Głupkowaty wojak wszystkie swoje wypowiedzi obracał w kpinę, która doprowadzała przełożonych do szału, wskazując jednak na absurdy, które były ich dziełem. A że muchy srały na portret cesarza, to już była nie jego wina...
Nierówny tynk nie stanowi znaczącego problemu dla reprezentacyjnego obiektu miasta, na którym ponoć wieczorem wyziera chropowatość. Ratuszowi malkontenci niech w dzień się zajmą walącymi zgliszczami na rogu Na Równi i Kopernika, albo w zaułku Królowej Jadwigi przy Krakowskiej, żeby o dawnej zajezdni PKS nie wspomnieć. Niech nie wytykają źdźbła w czyimś oku, nie widząc zbutwiałej belki w swoim własnym...
Odnowiony Ratusz godnie przyjął uczestników patriotycznej manifestacji, na której zjawili się wszyscy, którzy być tam powinni, nawet jeśli politycznie było im nie po drodze. Było uroczyście, było patetycznie, było pięknie, latały drony i samoloty, latały też gołębie. Oby tylko nie fajdały po dachu naszego odnowionego zabytku, bo wylądują na Ibisorze, gdzie znów rozgorzał temat przeprawy przez rzekę. A tam na razie łąkę użyźniają latem owce, co też nie wszystkim się podoba. No cóż, każda gładź jest trochę chropowata, zwłaszcza dla tych, co mają nierówno pod sufitem...
Jacek Sowa





