Radni Zakopanego byli mocno zaskoczeni wnioskiem burmistrza Leszka Doruli o przyjęcie zmian, które zakładają zaciągnięcia przez miasto ponad 24,7 mln złotych kredytu. Wcześniej planowano jedynie 10-cio milionową pożyczkę.
Podczas Komisji Ekonomiki Rady Miasta w Zakopanem radny Zbigniew Figlarz pytał, dlaczego burmistrz chce wziąć większy kredyt niż planował. - Skąd taka różnica? Dowiadujemy się w październiku, że nie będzie to 10 mln zł, a 25 mln. Na co te pieniądze mają być przeznaczone - pytał radny Figlarz. - Przecież zwiększy się dług miasta.Podobne wątpliwości miał radny Zbigniew Szczerba. - Tym sposobem Zakopane będzie zadłużone nie na ponad 40 mln zł, a 70 mln zł. Taka kwota istotnie wpłynie na stan zadłużenia miasta - przekonywali się nawzajem radni.Anna Ostrowska, naczelnik wydziału finansowo- budżetowego zakopiańskiego magistratu, która zastępowała na posiedzeniu komisji ekonomiki skarbnik Mamcarz, nie była w stanie jednoznacznie odpowiedzieć radnym, na co przeznaczone mają być pożyczone pieniądze.
Według Wojciecha Stankiewicza, naczelnika wydziału rozwoju lokalnego i współpracy europejskiej, środki mają być spożytkowane, jako wkład własny w planowane na przyszły rok inwestycje. Łącznie miasto w 2018 roku zamierza pozyskać 28 milionów złotych unijnych dotacji. - Mamy podpisane już umowy, a kolejne czekają na podpisanie – wyjaśniał radnym . – Czeka nas realizacja naprawdę dużych przedsięwzięć, jak dworzec i centrum komunikacyjne, rewitalizacja Kuźnic. Miasto musi posiadać pieniądze na zabezpieczenie wkładu własnego.
Naczelnik przekonywał radnych, że władze miasta planując tegoroczny budżet, nie wiedziały, że tyle wniosków o unijne wsparcie może uzyskać pozytywną ocenę.
Józef Słowik