Na dwa miesiące aresztował Sąd Rejonowy w Zakopanem 35-letniego warszawiaka, który 1 listopada uciekał policji od Białego Dunajca do Zakopanego pędząc zakopianką jak szalony i mijając blokady. Podczas próby zatrzymania policja użyła broni.
Dziś rano przed zakopiańskim sądem odbyła się rozprawa w sprawie aresztu dla 35-latka. Wystąpiła o niego prokuratura. Sąd zgodził się z nią, że karany już wcześniej warszawiak jest zagrożeniem i przystał na dwumiesięczny areszt dla niego.1 listopada pod wieczór samochód marki Honda Accord na brytyjskich numerach rejestracyjnych przekroczył prędkość w terenie zabudowanym w Białym Dunajcu. Na widok policjantów, którzy dali mu sygnał do zatrzymania się, kierowca przyspieszył. Policjanci ruszyli za nim w pościg zakopianką. Kierowca aż do Zakopanego pędził z prędkością ok. 140 km/h, unikając zatrzymania przez ścigające go radiowozy. Pierwsze próby zatrzymania pojazdu przed Zakopanem nie powiodły się. Kierowca nie zamierzał poddać się bez walki. Samochód pędził jak szalony, stwarzając zagrożenie dla innych aut i pieszych. Jego brawurowa jazda robiła się coraz bardziej niebezpieczna. Dlatego zakopiańscy funkcjonariusze oddali strzały z broni w jego kierunku. Jeden ostrzegawczy i co najmniej jeden w uciekający samochód. Dopiero na Chramcówkach, po kolizji z innym autem, honda wypadła z drogi, uderzyła w jedną z reklam i zatrzymała się. Tu kierowca i pasażerka zostali zatrzymani.
r/ zdj. Piotr Korczak