29.12.2019, 10:30 | czytano: 6123

Śnieżny drapieżnik czyli Toyota Hilux Arctic Trucks

Skorzystaliśmy z zaproszenia nowosądeckiego dealera Toyoty by przetestować w zimowych warunkach zmodyfikowany model najnowszej Toyoty Hilux. Pech chciał, że mimo terminu testu przypadającego na połowę grudnia, śniegu musieliśmy się nieźle naszukać.
Toyoty Hilux nie trzeba przedstawiać chyba nikomu, kto nie jest całkowitym motoryzacyjnym ignorantem. Obok Land Cruisera - czyli terenówki Toyoty, niezależnie od wersji i odmian pojazdy te są synonimem jakości, trwałości i eksploatacyjnych możliwości. W miejscach gdzie nie ma dróg są właściwie podstawowymi środkami transportu.
Najnowszy Hilux oferowany w polskich salonach w pełni nawiązuje do najlepszych tradycji swoich poprzedników. Ponadto dostał bardziej cywilizowane wnętrze - o ile w poprzednich modelach widać było, że twórcy samochodu robią go z myślą o ciężkiej pracy, teraz zadbano także o estetyczne wrażenia kierowcy i pasażerów. Jeszcze w poprzednim modelu - choć funkcjonalności i czytelności wszystkiego co znalazło się na desce rozdzielczej - jeden rzut oka na kabinę przypominał nam, że w założeniu producenta ten samochód bliżej ma mieć do ciężarówki czy dostawczaka niż do terenówek oferujących luksus znany z limuzyn.


W aktualnym modelu wiele zmieniło się na lepsze i stylistyka wyraźnie nawiązuje do aktualnie oferowanych innych osobowych modeli marki. Jak na samochód tego typu przystało zawieszenie jest zestrojone pod kątem transportu towarów a nie komfortu w kabinie, ale wydaje się, że udało się znaleźć rozsądny kompromis. Wydaje się, bo testowany przez nas model w obszarze zawieszenia daleki był od standardu oferowanego w salonach.


Arctic Trucks to firma zajmująca się profesjonalnym terenowym tuningiem samochódów Toyoty. Ich oferta sprzedawana jest w ramach sieci dealerskiej i co ważne, oferowane przez Arctic Truck przeróbki, nawet te daleko idące nie ograniczają gwarancji producenta samochodu.


Arctic Trucks powstał w 1990 roku w Islandii, czyli miejscu gdzie lód i śnieg jest codziennością. Skupiono się na modyfikacjach samochodów z napędem 4x4 tak, by nie tracąc swoich właściwości pozwalały dotrzeć tam, gdzie inni nie mogą.

Od pięciu lat polski oddział firmy mieszczący się w Sokółce wraz z Toyota Motor Poland oferuje takie samochody w Polsce.

Nasz Hilux zbudowany został na bazie najlepszej, nie licząc limitowanej wersji Dakar dostępnej w Polsce wersji - SR5. Samochód oferuje wszystko co powinni zarówno po kątem wyposażenia wnętrza jak i zewnętrznych cech użytkowych. Napędza go diesel o pojemności 2,4 litra imocy 150 KM dusponujący 400 Nm momentu obrotowego, a nasz egzemplarz wyposażony był dodatkowo w automatyczną skrzynię biegów. Auto w tej wersji stanowiące bazę do późniejszych przeróbek to według cennika wydatek rzędu 160 tysięcy złotych, choć aktualnie w ofertach wyprzedażowych znaleźć go można w cenie nieco ponad 140 tysięcy.

Lista przeróbek które wykonane zostały w testowanym przez nasz Hiluxie Arctic Trucku - jest przystało na auto demonstracyjne - jest naprawdę długa, i co to dużo mówić, nie wszystkie one wydają się surwiwalowo niezbędne.


Na pierwszy rzut oka Arctic Trucks wydaje się potężny - a to za sprawą ogromnych kół 315x70R17, których montaż wymusza podniesienie samochodu o około 40 mm i wycięcie błotników, w miejsce których wstawiane są efektowne poszerzenia. Samochód zyskuje w ten sposób na prześwicie oraz kątach natarcia i zjazdu. Jak na terenówce przystało auto wyposażono w wyciągarkę oraz zestaw mocnego oświetlenia przydatnego do jazdy w terenie nocą. W ramach usługi zmieniane są też elementy wnętrza, ale te zmiany mają raczej charakter estetyczny. Logo Arctic Trucks dumnie prezentuje się też na zabudowie przestrzeni ładunkowej. Tu poza masywnym orurowaniem znalazła się pokrywa, na której miejsce znalazło koło zapasowe oraz wysuwane szuflady ułatwiające załadunek i rozładunek tego, co chcemy przewieźć.
Fajnym, choć chyba nie niezbędnym gadżetem są masywne progi, które automatycznie chowają się i wysuwają kiedy uruchamiamy samochód lub wysiadamy.
Nie dane było nam poznać dokładne specyfikacji wykonanych przeróbek i co za tym idzie cen poszczególnych zmian, ale według informacji od dealera - firmy Kobos - koszt auta po takich przeróbkach to około 240 tysięcy złotych. Licząc na okrągło, że auto mogło kosztować 160 tysięcy to przeróbki kosztowały 80 tysięcy.

Cena robi wrażenie, choć każdy kto interesuje się tego rodzaju modyfikacjami zdaje sobie sprawę z ich wartości. Same opony w tym rozmiarze to koszt prawie 1000 zł za sztukę, a porządna wyciągarka to kolejne kilka tysięcy. O ile niektóre przeróbki wydają się naprawdę warte zachodu i - choć jej nie poznaliśmy - pewnie swojej ceny, to szukając oszczędności można zrezygnować z kilku innych, mających głównie wymiar gadżetu. Oczywiście wszystko zależy od chęci klienta i celu, jakiemu pojazd ma służyć. Nie wykluczone, że niektórzy właśnie za te najbardziej widoczne zmiany są gotowi zapłacić najlepiej.

Wracając do naszego testu - z powodu braku śniegu skorzystaliśmy z gościny stacji narciarskiej Kotelnica w Białce Tatrzańskiej. Tu wiedzą jak przygotować się do zimy i nawet jeśli większość okolicznych stacji jeszcze stoi, to w Białce śniegu jest zawsze pod dostatkiem. Zaraz po zamknięciu trasy, kiedy ostatni narciarz bezpiecznie zjechał na parking, ruszyliśmy w kierunku szczytu.
Samochód spisywał się dzielnie, a po wyłączeniu systemów wspomagających jazdę w terenie, nawet bardzo dzielnie. Tak tak, to nie pomyłka - Hilux jest kolejnym samochodem gdzie elektronika wchodzi w kompetencje kierowcy w sposób, który naszym zdaniem ogranicza możliwości pojazdu. Na szczęście systemy te dają się one dość łatwo wyłączyć, a potem włączyć ponownie gdy zaczniemy korzystać z samochodu w warunkach przewidzianych przez inżynierów tworzących te rozwiązania.
Zarówno pod górę jak i w dól, jak i podczas zakrętów na trawersach auto prowadziło się pewnie i realizowało wolę kierowcy. Jedyny zauważalny mankament to moc silnika. W dzisiejszych czasach 150 koni to mało nawet w starciu z standardowo dostępną konkurencją, a tu dodatkowo samochód wygląda jakby pod maską drzemało co najmniej 300 koni. Powinna być to chyba kwestia do opracowania przez samą Toyotę lub firmy tuningowe, bo mimo wielkiego wrażenia jakie cały samochód robi i na kierowcy i na pasażerach i na przechodniach, to wciśniecie gazu w podłogę nie daje spodziewanego efektu.


Naszą zabawę na Kotelnicy przerwały ratraki, które zamiast przygotowywać na rano trasy narciarskie wdały się z naszym Hiluxem w rywalizację zakończoną wspólną sesją zdjęciową.

Bardzo dziękujemy załodze z Kotelnicy za pomoc w realizacji materiału i firmie Toyota Kobos za udostępnienie samochodu. Jeśli chcielibyście sami wypróbować Hiluxa to dealer Kobos mimo, że działa w Nowym Sączu, umożliwia takie jazdy na Podhalu - wystarczy umówić się, a przedstawiciele salonu pod dom podstawią Wam samochód testowy.

wo/ zdj. Michał Adamowski

komentarze
maciejka30.12.2019, 18:57
zle sie czyta artykul z tyloma bledami. Auto ok. ciekawe jaki moment obrotowy - o, nie podano do wiadomosci. super.
Zobacz pełną wersję podhale24.pl